[Notka Fabularna] Wszystko, co trzeba teraz zrobić.


Po incydencie w Parku Północnym Lucas Prime zwołał zebranie dowódców jednostek i wszystkich liderów, którzy brali w nim udział. Po Lucasie spodziewano się szybkiego streszczenia wydarzeń i objaśnienia sytuacji, więc kiedy już wszystkie informacje z jego strony zostały przekazane, grupa nieco się rozluźniła. W tym momencie oczekiwano, że lada chwila padną słowa „dziękuję, rozejść się”. Sigurd Thomsen z niecierpliwością spoglądał na zegarek na swoim nadgarstku, Seda szeptała coś Danielowi na ucho, ale Nikolai wiedział, że tym razem tak szybko nie pójdzie.

— Zanim zamkniemy to spotkanie — Lucas podniósł wzrok znad swojego tableta z notatkami. Wbił spojrzenie bladych, szarych oczu w Tayę Overdou. — Ktoś chyba miał mi coś do powiedzenia.

Uwaga wszystkich na nowo powędrowała w stronę Lucasa, a następnie, podążając za jego spojrzeniem, skupili się na młodej liderce. Niektórzy z tam obecnych nie należeli do grona dowódców podjednostek, ale byli najlepszymi wojownikami w oddziale - kilku z nich brało udział w Incydencie w Parku Południowym i dowiedziało się o sytuacji z Elio jeszcze zanim wieść dotarła do jego dowodzącej. Co prawda Tom razem z Sedą streścili jej wcześniej, co się wydarzyło, ale konfrontacje z Primem nigdy nie należały do przyjemnych. Zwłaszcza przed widownią.

— No tak — dziewczyna wystąpiła krok do przodu. — Myślałam, że moglibyśmy to przedyskutować na osobności.

— Nie, zróbmy to teraz — powiedział, wyłączając swoje urządzenie i splatając ręce za plecami, jak na żołnierza przystało. — Dlaczego jakiś dzieciak z twojego oddziału znalazł się na polu bitwy?

Nikolai zmarszczył brwi i już otwierał usta, by się wtrącić i obronić zarówno swoją przyjaciółkę, jak i samego chłopaka, którego dotyczyła rozmowa. Zanim, jednak wydobył z siebie jakikolwiek dźwięk, zrobiła to Taya.

— Elio Torchia nie jest jakimś tam dzieciakiem — odparowała z pełnym przekonaniem. Przez dwa lata szkolił się w mojej podjednostce i obserwowałam, jak rozwija się nie tylko pod kątem rozwoju Daru, ale też jak zmienia się jego serce i charakter. Możesz być pewien, że jeśli rzucił się do walki z gobu po raz pierwszy w swoim życiu, to nie zrobił tego dla zabawy, ani żeby coś komuś udowodnić.

— Więc dlaczego? — zapytał Lucas, niewzruszony emocjonalną przemową dziewczyny.

No tak, to ta część, o której zapomnieli jej wspomnieć Tom i Seda.

Chłopak zerknął na swoją starszą koleżankę, a ta posłała mu spanikowane spojrzenie. Zanim cisza przerodziła się w coś, co pogrążyłoby ich wszystkich, postanowił włączyć się do rozmowy.

— Elio dowiedział się, że jego znajomi znajdowali się w Parku Północnym i pobiegł im na ratunek.

Lucas zmierzył go beznamiętnym spojrzeniem. Tom je zignorował i mówił dalej.

— Zlokalizowaliśmy go w porę, ewakuowaliśmy cywilów, których wcześniej sam uratował, używając swojego Daru i przetransportowaliśmy do Uzdrowiciela oddziału.

Czyli zabrałeś go do swojego domu — podsumował Lucas, a Tom nie wiedział, jak powinien to rozumieć. Brzmiało to trochę, jakby fakt, że matka Nikolaia była tymże Uzdrowicielem wykluczał słuszność kroków, które podjęli.

Chłopak zmarszczył brwi.

— Tak, osobiście dopilnowałem, żeby był bezpieczny i został wyleczony najprędzej, jak to możliwe.

Zleciłem Sedzie, żeby od razu ci o tym zakomunikowała.

— Ah — dowódca popatrzył na wspomnianą wojowniczkę. — Seda. Zanim do mnie doleciała, byliście w połowie drogi do domu Thomsenów.

— Mieliśmy na ciebie czekać?

— Mieliście komunikatory, do jasnego Rogha — syknął, zirytowany pyskówką Toma. — Oczekuję natychmiastowego raportu w sytuacjach takich, jak ta. Nie może tak być, że moje Medaliony latają po mieście w cywilu i robią, co im się podoba, a ja o tym nie wiem. Są jakieś zasady na miłość Kiriana! Wszyscy im podlegamy w tym pieprzonym mieście, tak samo ten dzieciak, jak i ja! — Lucas pokręcił głową i przetarł zmęczoną twarz dłonią. Milczał przez chwilę i kiedy Tom tak mu się przyglądał, zrozumiał, że może jego dowódca nie jest takim kompletnym socjopatą, za jakiego czasami go miał. Przejmował się swoimi wojownikami na swój pokręcony sposób i chciał, żeby jego oddział funkcjonował prawidłowo. — Został ranny na mojej misji, a ja nawet nie wiem, jak on wygląda.

— Przepraszam — powiedział Nikolai. — To było niebezpieczne.

— No raczej — mruknął dowódca w odpowiedzi, a Tom zacisnął szczęki. To, że czuł skruchę i zrozumienie wobec Prima, nie znaczyło, że facet nie działał mu na nerwy. — Spotkaj się z nim i spisz mi wszystkie działania bojowe, których się dopuścił przy użyciu Daru. Trzeba to zgłosić i autoryzować. Masz uprawnienia, a ja nie mam czasu na takie pierdoły.

— Panie Starszy — Seda wtrąciła się, zwracając na siebie jego uwagę.

Do tej pory ludzie zastanawiają się, jak to jest, że taka dwudziestopięciolatka może sobie stać oparta o ścianę z rękami w kieszeniach i mówić do niego „Panie Starszy” bez absolutnie żadnego strachu i co ciekawsze bez jakichkolwiek konsekwencji. Ale oto ona - Seda Rowe, stoi tam, w glanach i luźnej kurtce, żuje gumę i woła na niego, jak jej się podoba, a on zachowuje się, jakby to było zupełnie normalne. Tajemnica oddziału, o której ludzie wolą nawet nie plotkować. Wszyscy zakładają, że na Sedę zwyczajnie nie da się być wściekłym. Nawet jeśli jest się psychotycznym, pokręconym dowódcą z syndromem gwiazdy.

— Co jest?

— Elio jest w procesie zmiany podjednostki.

— Od kiedy?

— Tydzień temu wysłałam ci pierwszego maila, a od trzech dni próbuję się do ciebie dodzwonić w tej sprawie — powiedziała Taya z wyrzutem, krzyżując ręce na piersi.

Lucas włączył swojego tableta i zaczął przeglądać pocztę, jakby chciał wspomnianą wiadomość właśnie teraz.

— Do której go zarekomendowałaś?

— Novy.

— Ja? — Daniel przeniósł zdezorientowane spojrzenie na dowódcę.

Lucas popatrzył na niego z rezygnacją i wyłączył tableta. Postanowił to zignorować.

— I po takiej akcji nadal go rekomendujesz? — zwrócił się do Tayi.

— Tak, jak mówiłam - zam go wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że nie jest głupi, a jego serce jest w dobrym miejscu.

— Super, a psychicznie? Jesteś w stanie poświadczyć, że nie zeświruje, jak kiedyś zobaczy drzewo wyrastające z człowieka? Wytrzyma atak demoniczny?

— Widziałam z góry — rzuciła Seda, odbijając się od ściany i podchodząc bliżej — jak walczył z Gobu i wygrał. Sam, bez przeszkolenia bojowego. Ma potencjał, ma serce i dobra, może jest trochę impulsywny, ale lepiej w tą stronę, niż żeby siedział na dupie i udawał, że Śmierci nie ma.

— Lucas — głos Sigurda Thomsena zaskoczył wszystkich tam zebranych, włącznie z Magną, która stała obok niego. — Nie chciałbym się niepotrzebnie wtrącać, ale jeśli zdecydujesz się dać mu szansę, pamiętaj, że nie jesteś z tym sam. Chętnie pomożemy w opiece nad nowym wojownikiem.

Popatrzył na swoją żonę, a ta natychmiast pokiwała głową ochoczo.

— Pewnie! — zgodziła się.

Mina Lucasa nie zdradzała, by przyjął tą deklarację jakkolwiek pozytywnie, czy negatywnie. Milczał przez chwilę, a w końcu kiwnął głową

— Dobra, macie zgodę na zmianę podjednostki — oznajmił. — Tom, najpóźniej do jutra masz mi wysłać do Urzędu Bezpieczeństwa wniosek o autoryzację działań bojowych tego całego Elio. Taya,

Przekaż chłopakowi, że od jutra trenuje dla Novy. Daniel… zdejmij z niego wymiary i ogarnij mu kombinezon. I powtórz dzieciakowi jego prawa i obowiązki, jako Medaliona. Jak mi jeszcze raz wykręci taki numer, to go osobiście nauczę posłuszeństwa. — Mówiąc to wrócił za swoje biurko, zgarnął płaszcz i skórzaną, markową torbę z fotela, a następnie skierował się do wyjścia. — Koniec na dzisiaj, możecie się rozejść.


Dowódcy podjednostek wyszli z biura zaraz za Primem i każdy skierował się w swoją stronę, gnany obowiązkami. Każdy, z Tayą na czele. Nikolai pomyślał, że jeśli teraz jej nie złapie, to może w najbliższym czasie już nie mieć lepszej szansy, a coś w końcu musiało zostać między nimi wyjaśnione.

— Tay, zwolnij — zawołał, dobiegając do niej.

— Co tam? — Raczyła go swoim profesjonalnym uśmiechem lidera. Takim, który dla większości ludzi wydaje się ciepły i zapraszający, a dla niego stanowił ostrzeżenie. — To coś pilnego? Bo trochę się spieszę.

Znali się od podstawówki, widział już prawie wszystkie jej miny. Radość, ból, gniew, zakłopotanie, strach. Na przestrzeni lat, ze wszystkich, jakie zobaczył, ten uśmiech zdawał mu się najmniej szczery. Zamiast ukazywać jej prawdziwe emocje, blokował do nich dostęp. Już wolałby oglądać jej pełne irytacji spojrzenie, słuchać zmęczonych westchnień, oberwać pięścią w ramię. Cokolwiek, tylko, żeby to było prawdziwe.

— Daj mi pięć minut — poprosił na wydechu.

Był już tym wszystkim zmęczony. Tym, że nie miał kontaktu ze swoimi najlepszymi przyjaciółmi, że ciągle któreś z nich nie miało czasu. A najbardziej tym, że ona bez przerwy gdzieś biegła, zawsze się spieszyła, a on zaczynał podejrzewać, że to nie do końca tak. Że może wcale nie biegła, tylko zwyczajnie uciekała.

— A nie możemy pogadać w drodze do windy?

— Wolałbym raczej na spokojnie.

— Jeśli to coś poważnego, to może się umówimy na jakiś inny dzień, co? Bo ja naprawdę…

— Daj spokój, jak się spóźnisz pięć minut na trening, to nic się nie stanie.

Dziewczyna skrzyżowała ręce na piersi i pokręciła głową.

— Wiesz, że nienawidzę się spóźniać.

— Wiem też, że nie widzieliśmy się już jakieś pół roku…

— Ale co ty gadasz! — machnęła na niego lekceważąco ręką. — Widzimy się prawie codziennie. Dopiero co siedzieliśmy obok siebie jakąś godzinę.

— To się nie liczy — prychnął. — Nie możemy się w ogóle spotkać, spędzić razem czasu tak, jak kiedyś. Nie na jakichś spotkaniach liderów i nie na gadanie o tym, co dzieje się w Zayon.

— Przepraszam — powiedziała to ze śmiechem, ale takim zakłopotanym, trochę gorzkim. — Po prostu mam masę rzeczy do ogarnięcia i trochę nie wyrabiam.

— Jesteś pewna, że tylko o to chodzi?

Taya znieruchomiała na sekundę, jakby zatrzymana w czasie. Kącik jej ust drgnął, zanim po raz kolejny spróbowała ukryć się za grzecznym uśmiechem.

— Nie wiem, co masz na myśli.

— Mam wrażenie, że mnie unikasz.

— To nie tak, po prostu…

— Nie tak, to jak?

Dziewczyna wypuściła powietrze z płuc, a jej uśmiech zniknął. Zamknęła usta i odwróciła wzrok, pokonana. W tym momencie dotarło do niego, że to prawda. Było dokładnie tak, jak się spodziewał. Tylko, dlaczego? Co takiego zrobił, że przestała czuć się przy nim dobrze?

— Dlaczego? — zapytał, wpatrując się w nią wyczekująco. Na twarzy wypisane miał zagubienie i ból. Czuł się oszukany, mimo, że nikt go nie okłamał. Z drugiej strony dotąd nie usłyszał też prawdy.

— To nie jest rozmowa na korytarz, Niki…

— A na co? Na za miesiąc? Za rok? Po prostu mi to wytłumacz, jesteśmy przyjaciółmi.

— No właśnie, jesteśmy przyjaciółmi, — powiedziała kładąc nacisk na ostatnie słowo i patrząc mu w oczy tak intensywnie, że aż drgnął — a ja mam wrażenie, że ludzie traktują nas, jakbyśmy byli zaręczeni i nie wiem, za miesiąc mieli się chajtać.

— I to cię tak denerwuje? Przecież zawsze tak gadali. Ludzie tak mają…

— Ale ja nie chcę, żeby tak gadali!

Dotąd ukrywała swoje emocje za bezpiecznym uśmiechem, przyjaznym tonem, trzymała go na odległość. Teraz nagle wybuchła, a siła tego wyznania była miażdżąca.

— Między nami nic nie ma i nie będzie, a te żarty są niekomfortowe i mam już tego dość.

Nikolai nigdy nie przypuszczał, że kilka słów może tak człowieka w jednej chwili rozerwać na strzępy. Niby spodziewał się, że powie mu coś takiego i myślał, że niczego od niej nie oczekiwał, więc nie powinno boleć aż tak. Byli przyjaciółmi, niczym więcej. Niczego siebie nie obiecywali, nawet nie rozmawiali na temat przyszłości, czy jakichś uczuć. A jednak… chyba jednak miał na coś nadzieję.

— Rozumiem.

— Dlatego… przepraszam, powinnam pewnie z tobą o tym porozmawiać wcześniej, ale jakoś tak… Tak mi się wydawało, że w ogóle na ciebie nie wpływają takie komentarze. Pomyślałam, że po prostu masz to gdzieś i tylko ja w tym wszystkim czuję się źle.

Czuła się źle. Na myśl o bliższej relacji z nim czuła się źle.

— Szczerze, myślałam, że teraz, kiedy sam masz tyle nowych obowiązków, to nawet nie zauważysz…

— Czyli — wtrącił jej wpół słowa i natychmiast zamilkł.

Ściskało go w gardle, ściskało go w sercu, ściskało go w płucach, ale przecież musiał coś wyksztusić. Przełknął ślinę, popatrzył w bok, zacisnął pięści i odchrząknął, odsuwając w czasie swoją słabość.

— Czyli nie ma szans… — nie dokończył tego zdania, bo sam nie wiedział o co dokładnie mu chodziło. Popatrzył jej w oczy, kiedy to mówił i z każdą sekundą obserwował, jak dociera do niej, że on tak samo, jak wszyscy trochę miał nadzieję, że faktycznie kiedyś coś z tego będzie. Coś więcej niż przyjaźń. Na miłość Kiriana, pasowali do siebie! Dopełniali się, uczyli od siebie nawzajem. Byli dla siebie idealni, nawet z wyglądu.

— Tom.

Skrzywił się. Ona powinna mówić do niego Niki. Nawet Seda go tak nazywała. Ze wszystkich ludzi, którym pozwoliłby tak do siebie mówić, Taya była pierwsza i doskonale o tym wiedziała.

— Zawsze będziesz dla mnie najważniejszym człowiekiem na świecie, ok?

Nie patrzył już na nią. Przygryzł policzek od środka, wbił wzrok w podłogę.

— I kocham cię, nawet nie wiesz, jak bardzo… — mówiąc to chwyciła go w łokciu. Gest bardziej pasujący do pocieszania przedszkolaka po tym, jak zdarł kolano na placu zabaw, niż do tej sytuacji. Dlatego po chwili zabrała rękę i cofnęła się o pół kroku, wyczuwając, że to nieadekwatne z jej strony, a on był boleśnie świadom każdego z tych ruchów. — Ale nie… nie w taki sposób.

Coś się odpowiada w takiej sytuacji? Istnieją jakieś słowa, których mógłby użyć?

Podniósł głowę, popatrzył na nią przelotnie i kiwnął na znak, że zrozumiał.

Cisza między nimi nie trwała zbyt długo, bo Taya nigdy nie potrafiła jej znieść, nawet we względnie pozytywnych okolicznościach.

— Słuchaj, może zrobimy sobie przerwę? — zaproponowała. — Zgadamy się, kiedy już przestanie być między nami tak niezręcznie.

Prychnął cicho. To zdanie było tak absurdalne, że przypomniało mu się, jak kiedyś Peter za pomocą pięści zaprezentował mu na jego udzie śmiechoból. To, kiedy twoje ciało jest w stanie zareagować na odczuwany ból fizyczny jedynie śmiechem.

— Okej.

— Okej? — Taya powtórzyła, jakby chciała się upewnić, że to oznaczało, że z nim było wszystko ok. Przekrzywiła głowę, próbując złapać jego spojrzenie swoim. — Przepraszam, Tom.

— Nie masz za co — odparł, prostując plecy. Złapał swój typowy stoicyzm i przytrzymał się powagi.

— Myślę, że to dobry pomysł. Chwila przerwy dobrze nam zrobi.

Nie, żeby do tej pory jakkolwiek spędzali ze sobą czas, czy chociażby normalnie rozmawiali. Różnica jest taka, że teraz przynajmniej wiedzą, na czym stoją i po co to wszystko jest.

— Ale jakby co, to…

— Spóźnisz się na trening jednostki.

Dziewczyna zamknęła usta i opuściła wzrok. W końcu pokiwała głową, pożegnała się cicho i ruszyła w stronę windy.


Taya była w trakcie przekazywania Elio Torchii ustaleń, które zapadły na spotkaniu dowództwa oddziału, kiedy w całym stadionie zamrugały światła i przygasły na moment, zanim wszystko wróciło do normy. Dziewczyna, jednak starała się to zignorować i zachowywała się tak, jakby niczego nie zauważyła.


Sigurd napisał do syna z pytaniem, czy wie coś o tym chwilowym spadku energii na stadionie, na co otrzymał wiadomość zwrotną o treści „tak, to ja. nic się nie dzieje”.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz