[Wątek] Tom + Elio

Elio Torchia dużo bardziej wolał poniedziałki od piątków. W tym aspekcie był pewnie jednym z niewielu na świecie, jeśli nie jedynym. Dla niego jednak poniedziałek oznaczał same ekscytujące rzeczy: nowy tydzień, szkołę, koszykówkę i treningi w Zayonie. Piątek za to oznaczał rodzinną kolację, na którą pewnie znów przyjdzie Noah.
Nie ma co się załamywać. – spróbował podnieść się na duchu, nucąc w głowie taneczny roseński hit ostatniego lata. Wskoczył na deskorolkę i leniwie ruszył do domu.
Mieszkali w dwupoziomowym, ogromnym mieszkaniu w jednym z ładniejszych wieżowców na sa samym południu Stellar Heights. Elio co prawda nie lubił wieżowców – przynajmniej dopóki nie odkrył jak fajnie się z nich wyskakuje przez okno tylko po to, żeby zatrzymać się trzydzieści centymetrów na ziemią. Groziło to jednak zawałem u portiera w ich wieżowcu, więc Elio już tego nie próbował.
W salonie siedziała już matka. Wróciła z pracy, ale pracowała dalej.
- Cześć. – rzucił Elio. – O której wracają Federica i Greta?
- Przyjadą z Noah trochę później, bliżej dziewiętnastej. – powiedziała, nie odrywając wzroku od laptopa. Jęknął w duchu. Liczył, że może Noah nie będzie.
- Okay. Może ja ogarnę kolację?
Zawsze to proponował, mimo że zawsze to on ogarniał kolację i dla wszystkich było to normą.
- Tylko zabierz się za to w miarę wcześnie, żeby nie musieli czekać jak przyjadą. – odparła matka.
- Jasne. Zostawię tylko u siebie plecak.
Federica, Greta i Noah przyjechali jednak wcześniej niż się zapowiedzieli, więc Elio był dopiero w szale gotowania, ubrany w swój ulubiony fartuch z haftowanymi oliwkami, upaprany pomidorami i mąką.
Usłyszał ich głosy jeszcze zanim otworzyły się drzwi. Wziął Wdech, nie przestawając nucić w głowie. Witali się w korytarzu z matką, która zamknęła akurat laptopa.
- Cześć, stary! – przywitał się z nim Noah, jak zawsze sprawiając wrażenie, jakby totalnie wierzył, że się świetnie dogadują, a on sam jest dla Elio autorytetem.
- A oto i nasz pan kucharz. – rzuciła Federica, wchodząc do kuchni. – Ale ładnie pachnie! To ten breloczek dał ci talent do gotowania?
Westchnął. Zazwyczaj nie żartowała z Medalionów już przy pierwszym zdaniu, musiała mieć naprawdę dobry humor.
- Nie, Federica, mój dar to Oddech.
Natychmiast pożałował, że to powiedział.
- A jak zabiorę ci ten wisiorek, to przestaniesz oddychać? – zaśmiała się siostra, a Noah zachichotał i ją objął. Elio słyszał ten żart już tysiące razy. Spróbował skupić się na rytmie Un’avventura chiamata vita, który brzmiał mu w głowie i postanowił milczeć do końca dnia.
Nie on jeden.
Tamara właśnie zeszła bez słowa, wymijając wszystkich. Noah, chcąc przytulić ją na powitanie, wyciągnął do niej ramię, które kompletnie zignorowała. Elio zerknął na siostrę. Miło było mieć z nią cokolwiek wspólnego, nawet jeśli była to tylko awersja do chłopaka siostry (sióstr).
- Hej, Tam, nie przywitasz się? – zapytał Noah.
- Cześć. – rzuciła, chowając szklankę do zmywarki, po czym znowu wyminęła wszystkich. – Zawołacie mnie jak już będzie gotowe?
- Nie, Tamara. – wtrąciła się matka. – Posiedź z rodziną.
Świetnie. Z jaką rodziną. – pomyślała dziewczyna, siadając obrażona w jadalni. Kontrolującą matką, bratem mutantem i dwiema siostrami z syndromem wyższości? A, i jeszcze ich chłopakiem, który lubi je obie naraz?
Być może nawet je trzy naraz. Wzdrygnęła się.
- Myślałam, że będziemy później, bo testujemy teraz nowy program mutacji. – opowiadała matce Federika, gdy wszyscy siadali przy stole, poza Elio, który dalej stał w kuchni, ale i tak wszystko słyszał.
- Greta go wymyśliła. – dodał Noah.
- Ma też wpływać na mięśnie, ale nie celem dodania siły, tylko zwinności. Parametry są bardzo podobne, ale elastyczność i szybkość musi być dużo większa, kosztem właśnie siły. – wyjaśniła Greta. – Ale do mutacji siły było dużo łatwiej znaleźć chętnych testerów. Dopóki ich nie znajdziemy teraz, nie ma co pracować nad teoriami. Potrzebne są praktyczne badania.
- Może Elio? – zapytał Noah – Nie chciałbyś spróbować? Byłbyś super zwinny, świetnie byś się nadawał.
Brunet elwestchnął.
- Nie, dzięki.
La vita e’ un'avventura... ci sorprende sempre...
Nagle zadzwonił dzwonek.
- Kurier? – rzucił w eter Noah.
- O tej porze? – odparła Greta. – Poza tym ktoś z nas coś zamawiał?
- Ja otworzę – powiedziała Tamara, która miała już dość ich wszystkich, na czele z Noah. Za dużo bodźców.
Podeszła do drzwi i przekręciła zamek.
Za nimi stał niebieskooki blondyn, który niezbyt przypominał kuriera.
[Elio i Tamara]



16 komentarzy:

  1. O ile uniformy Medalionów były wygodne, jak piżamy i leżały idealnie, o tyle ciężko było je czasami założyć. Tom uczył się tego dość długo. Nigdy nie potrafił znaleźć najbardziej efektywnego sposobu na szybkie wskoczenie w kombinezon. Zwykle pomagali mu znajomi, chociażby w tym, żeby go zapiąć z tyłu.
    Teraz uważał się za mistrza zakładania kombinezonu. Zajmowało mu to już tylko jakieś pięć minut, włącznie z rozebraniem się z normalnych ubrań. Zdecydowanie pomogły niemal codzienne treningi jednostki, na których ćwiczył w swoim starym kombinezonie. Właściwie te poprzednie niewiele różniły się od nowych - brakowało im tylko tych ekstra gadżetów, jak grzałki wewnętrzne, kieszenie rozciągliwe i te pasy rozmieszczone po całym kombinezonie (każdy uniform miał nieco inne rozmieszczenie i design). Przenosiły światło medalionu wojownika na całe jego ciało, plecy, nogi, ręce. No tak, w starych uniformach nie było też miejsca na medalion. Wojownicy Kiriana nazwali tą nową funkcję muszelką. Miejsce na medalion było owalnego kształtu i znajdowało się tuż pod obojczykami, pośrodku klatki piersiowej. Dwa przezroczyste skrzydełka rozsuwały się na boki, umożliwiając umieszczenie kamienia wewnątrz, po czym zamykały się. Światło medalionu rozprowadzane było pasami świetlnymi po ciele, a dzięki tej nowej skrytce już więcej nie trzeba się było martwić, że podczas bitwy ktoś sobie wybije jedynki medalionem.
    Przebrał się w swój kombinezon na Stadionie. Podobało mu się, jak pasy na jego powierzchni świeciły błękitnym światłem azurytu, który umieścił w muszelce. Dodatkowo uznał, że dolna część uniformu w tym modelu przypominała spodnie wojskowe i ucieszył się z tego wielce. Te stare modele były znacznie bardziej przyległe - wszystko było w nich widać bardzo wyraźnie - więc trzeba było zakładać coś na wierzch; jakieś szorty, albo luźne dresy. Tym razem obyło się bez kolejnych warstw.
    Na górę zarzucił tylko swoją czarną kurtkę bomberkę i zapiął ją pod szyję, żeby aż tak nie zwracać na siebie uwagi światełkami.
    Zgarnął z biura walizkę, w której dostarczono im uniform dla Elio Torchii i wyszedł ze Stadionu. Dziękował sobie w duchu za to, że rano poczuł się wyjątkowo leniwy i postanowił pojechać na uniwersytet autem. Teraz mógł szybko dostać się do mieszkania chłopaka i nie tracić czasu (i przede wszystkim nerwów) na tułanie się komunikacją miejską.
    Wcześniej odnalazł w systemie informacje na temat Elio i zanim wyszedł wysłał mu wiadomość, żeby może go uprzedzić, że wpadnie, ale spodziewał się, że chłopak może być zajęty i jej nieodczytać. Był piątek po południu, pewnie spędzał czas ze znajomymi, albo z rodziną.
    Tom zaparkował swoje auto na pierwszym wolnym miejscu, jakie znalazł. W tym mieście nigdzie nie było miejsca, tym bardziej bezpłatnego, dlatego godził się z koniecznością płacenia później za parking. Sytuacja może nie była niecierpiąca zwłoki, ale to przecież nie tak, że mogła być odwlekana niewiadomo ile.
    Złapał walizkę i pobiegł do odpowiedniej klatki, po czym udał się na piętro, na którym mieszkała rodzina Torchia i dość szybko odnalazł odpowiedni numer drzwi. Zadzwonił dzwonkiem i poczekał w nadziei, że otworzy mu Elio i będą mogli się z tym szybko uwinąć.
    Zamiast tego otworzyła mu najładniejsza dziewczyna, jaką widział w życiu. Przez moment zabrakło mu języka w gębie.
    — Cześć — wykrztusił w końcu, posyłając jej lekki uśmiech. — Zastałem Elio?

    — Tom

    [wiadomość od Toma: “Nagła sprawa. Potrzebujemy Oddechu podczas misji. Jadę po ciebie. - Tom”]

    OdpowiedzUsuń
  2. O nie.
    Blondyn spojrzał na nią, jakby spodziewał się kogoś innego i przez parę sekund totalnie się zwiesił. Westchnęła. A co jak pomyślał, że jest ładna i…
    Cofnęła się nieświadomie o pół kroku i założyła ramiona na siebie udając nonszalancję, mimo że tak naprawdę był to gest obronny.
    Blondyn jednak zapytał o Elio. Tamara zmarszczyła brwi. Elio nigdy nikogo nie zapraszał. Żaden kumpel (ani koleżanka) nie odwiedził go od co najmniej dwóch albo nawet trzech lat.
    Zlustrowała szybko chłopaka wzrokiem. Z tą kurtką wyglądał niby normalnie, ale nagle zwróciła uwagę na dół jego stroju. Szerokie spodnie w wojskowym kroju ze wzorem, który… świecił?
    Kiedy Elio został Medalionem dwa lata temu, zrobiła swój research. Wiedziała, co to za strój.
    Medalion.
    Biedak chyba nie wiedział, że właśnie trafił do jaskini lwów.
    Na jej usta bez udziału jej woli wypełzł uśmiech satysfakcji, który natychmiast ukryła. Będzie przedstawienie.
    - Elio, ktoś do Ciebie! – zawołała w głąb mieszkania, nie spuszczając wzroku z blondyna. – Jest w kuchni. – powiedziała już ciszej do chłopaka i zaprosiła go do środka.
    [Tamara]

    Elio usłyszał głos Tamary i zmarszczył brwi. Ktoś do niego? Kto niby mógł do niego przyjść bez zapowiedzi?
    Wytarł ręce z mąki w ścierkę i nawet nie zdejmując fartucha wyszedł na korytarz, gdzie obok Tamary zobaczył Toma.
    Spojrzał na chłopaka, potem na siostrę, a potem z powrotem na chłopaka.
    - Tom. – wyjąkał tylko, myśląc gorączkowo, co zrobić, żeby jak najszybciej wyprowadzić go z tego mieszkania, zanim Federica dowie się, że blondyn jest Medalionem.
    Za późno.
    W tym momencie Federica wypadła z jadalni.
    [Elio]

    - Och, Elio. Przedstawisz mi swojego kolegę? – zatrajkotała Federica, przyglądając się blondynowi z zainteresowaniem. Fajnie. Najwyraźniej ona i Noah są siebie warci, pomyślała Tamara.
    - Federica, Tom. Tom, Federica. – wyjąkał Elio niepewnie.
    - Tom jest twoim kolegą z Zayonu, dobrze myślę? – spytała Tamara, na co Elio spiorunował ją wzrokiem. Uśmiechnęła się lekko z rozbawieniem.
    - Oooch… - zawołała Federica i zakryła dłonią usta. – W takim razie musisz koniecznie dołączyć do nas na kolację, uwielbiamy wszystkie Wisiorki i wasze opowieści, macie tak fascynującą wyobraźnię!
    Tamara z satysfakcją zauważyła, jak w kuchni zawiały zasłony. Jej brat zacisnął pięści.
    - Dosyć tego. – powiedział i stanął pomiędzy Federicą a Tomem. – Tom, idziemy do kuchni. A wy – spojrzał na nią i Federicę – wracajcie do stołu, jeśli nie chcecie jeść spalonego.
    [Tamara]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [ej podoba mi się jak to podzieliłaś tym razem na odpowiedzi postaci. też tak będę robić :P]

      Usuń
  3. Dziewczyna zlustrowała go takim spojrzeniem, że natychmiast poczuł się intruzem na tym miejscu. Nie umiał stwierdzić, o co dokładnie chodziło, ale jej zachowanie wydało mu się podejrzane. Mimo wszystko utrzymał miły uśmiech, nawet kiedy zawołała w głąb mieszkania, nie spuszczając z niego wzroku. Potem niby zaprosiła go do środka, ale wchodząc tam powoli, czuł tylko coraz bardziej obco. Atmosfera była ciężka. Po głosach dobiegających z wnętrza i zapachach dochodzących z kuchni wywnioskował, że trafił pewnie na obiad rodzinny.
    Kiedy zobaczył Elio w fartuszku kuchennym, uśmiechnął się trochę bardziej szczerze na powitanie. Już miał mu tłumaczyć, po co przyszedł. Otworzył usta i uniósł walizkę nieznacznie, kiedy zza rogu wypadła jakaś kobieta. Wyglądała na spokrewnioną z Elio, zakładał więc, że to matka, albo siostra. Miał nadzieję, że siostra, bo jakby jego matka tak na niego patrzyła, jak ona, to byłoby jeszcze dziwniej, a i tak już czuł się osaczony.
    Ale spokojnie, przecież mierzył się już z gorszymi rzeczami niż intensywne spojrzenia kobiet. Chociaż czasami wolał mieć do czynienia z klątwami i gobu - z tymi przynajmniej wiedział, jak się obchodzić i nie musiał z nimi gadać.
    Gdy Elio przedstawił ich sobie nawzajem, posłał Federice kolejny z tych wyćwiczonych, grzecznych uśmiechów i skinął jej lekko głową. Wtedy Tamara zauważyła, że Tom jest Medalionem, a Elio posłał jej piorunujące spojrzenie. No tak, Elio wspominał, że jego rodzina nie przepada za Wyznawcami Kiriana, ale chyba nie mogło być aż tak źle?
    Przyjrzał się jeszcze raz młodszej z dziewczyn. Bawiła ją ta sytuacja…
    Spoważniał nieco, zwłaszcza po słowach takich, jak “wisiorek” i “wyobraźnia”.
    — Ha — mruknął cicho, jakby właśnie dowiedział się czegoś ciekawego, gdy wreszcie zrozumiał, w jakim położeniu się znalazł. Czy Elio doświadczał tego na co dzień?
    W końcu chłopak postanowił zakończyć tą nieprzyjemną wymianę zdań i zaprowadził go do kuchni. Tom nie narzekał, ruszył za nim od razu, swoją postawą ciała nie dając nikomu znać, że jakkolwiek to na niego wpłynęło. Z resztą była to prawda. Przyszedł tam tylko na chwilę, prawdopodobnie po tym dniu już więcej nie zobaczy żadnej z tych osób, więc nie zamierzał się przejmować tym, co mieli mu do powiedzenia.
    — Wybacz to najście — zaczął, kiedy znaleźli się w kuchni. Jego profesjonalna strona znowu dominowała nad koleżeńską i niestety do czasu, aż nie znajdą się sami Elio będzie musiał to znosić. W takim towarzystwie Tom nie mógł sobie pozwolić na żaden błąd ani głupi tekst. — Pisałem do ciebie, ale pewnie nie widziałeś wiadomości. Dostaliśmy zlecenie i przydałoby się nam dwoje spojrzenie z lotu ptaka. A i mam prezent — ostatnie słowa dodał nieco lżejszym tonem i z lekkim uśmiechem. Uniósł walizkę w obydwu rękach i wystawił w stronę Elio. — Dobrze by było, gdybyś przymierzył. Najlepiej teraz.

    — Tom

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [miało być "twoje spojrzenie" a nie dwoje xdd]

      Usuń
  4. Gdy znaleźli się w kuchni, Elio przejechał twarz dłońmi z westchnieniem. Po chwili się zorientował, że Tom coś do niego mówi. Potargał włosy i spojrzał na blondyna.
    - Czy to jest…? – zaczął, patrząc na walizkę, ale nie musiał kończyć, bo mina Toma sama mu to potwierdziła.
    W innych okolicznościach pewnie niesamowicie by się cieszył z tego, że dostaje własny strój, ale w tej chwili całą jego uwagę pochłaniały próby unikania myśli o tym, czy Oddechem da się tymczasowo zabrać komuś umiejętność mówienia.
    - Ehm… - zacisnął powieki i znowu je otworzył, usiłując się opanować. – Tak… mogę teraz… chcesz poczekać może na klatce schodowej? Nie chcę cię wyrzucać, ale…
    Znowu przejechał dłońmi po twarzy.
    - Przepraszam za Federikę. – dodał szeptem.
    [Elio]

    OdpowiedzUsuń
  5. Elio nie zareagował dokładnie w taki sposób, w jaki spodziewał się, że zareaguje, ale właściwie nie dziwił mu się. To musiała być dla niego jeszcze bardziej niekomfortowa sytuacja, niż była dla Toma. Wpadł tam praktycznie bez zapowiedzi i burzył jakiś określony porządek tego dnia i tej rodziny. Cóż, takie życie Medalionów. Zwłaszcza tych, którym zależy na ratowaniu żyć ludzkich.
    Nikolai oparł walizkę na krześle i popatrzył na Elio ze spokojem i współczuciem. To miłe, że młodszy kolega tak martwił się jego samopoczucie i przykre, że musiał się wstydzić za własną rodzinę, ale Tom wiele razy znajdował się w takich sytuacjach i, słowem, przywykł.
    — Nie przejmuj się tym — odpowiedział na jego przeprosiny.
    To trochę, jak powrót do podstawówki i sama ta myśl utwierdzała go w przekonaniu o śmieszności i nieważności tych słów w zestawieniu z prawdą. On wiedział, kim był, co potrafił i jak wyglądało jego życie i to wystarczało.
    — Chyba lepiej będzie jeśli zostanę tutaj — odpowiedział. — Zakładanie kombinezonu bywa trudne za pierwszym razem. Gdybyś miał z tym problem, daj znać, pomogę — oświadczył, przesuwając walizkę o kilka centymetrów po krześle w stronę chłopaka, chcąc go tym nieco pospieszyć.
    — Jeśli chodzi o zgłoszenie, do którego jesteśmy potrzebni, to opowiem ci wszystko w drodze. Podobno nie jest to bezpośrednie zagrożenie niczyjego życia, ale też nie mamy całego wieczora. Lepiej zdążyć przez zmrokiem, żebyś cokolwiek widział.

    — Tom

    OdpowiedzUsuń
  6. Tamara wróciła z Federiką do salonu, ale usiadła przy brzegu stołu. Podczas gdy Federica była zajęta trajkotaniem z matką i Noah, a Greta czytała artykuły naukowe, Tamarze zdawało się, że słyszała kogoś wychodzącego z kuchni, ale nie była pewna czy to Elio czy ten cały Tom.
    Trudno. Postanowiła i tak pójść do kuchni. Wkurzanie Medalionów to jedna z niewielu przyjemności, jaka została jej w życiu, więc chętnie skorzysta z okazji, niezależnie na którego z nich trafi. Wymknęła się cicho z salonu.
    Elio gdzieś zniknął, ale blondyn tam był i sprawdzał coś na swoim telefonie. Nie dojrzała co to było, bo widocznie szybko ją usłyszał i to wyłączył. Dobry refleks.
    Zmierzyła go wzrokiem, nie mówiąc nic przez chwilę, mając nadzieję, że poczuje się bardziej niekomfortowo.
    Był chłopakiem, to prawda, więc teoretycznie powinna go unikać, a nie się z nim konfrontować. W tym przypadku jednak ciekawość wygrywała ze strachem. Miała zamiar sprawdzić, czy Tom też tworzy tornado albo coś w tym rodzaju gdy się zdenerwuje.
    Poza tym odkąd poznała tego lodowego księcia Kohaku nie rozumiała już nic co dotyczyło mężczyzn.
    - Czyli to ty jesteś odpowiedzialny za pranie mózgu w tym całym Zayonie?

    [Tamara]
    ps. Elio w tym czasie męczy się z kombinezonem

    OdpowiedzUsuń
  7. Elio zniknął za jakimiś drzwiami, a Tom został w kuchni. Rzucił okiem po pomieszczeniu, dostrzegając jak zupełnie inną atmosferę wprowadzał sam wystrój mieszkania.
    Wtedy dostał powiadomienie o wiadomości na serwerze zespołu, który brał udział w ich misji. Seda informowała, że za jakieś dziesięć minut zjawi się na wyznaczonym miejscu. Taya napisała, że już dotarła i właśnie razem z Nike Corą przeczesują teren w poszukiwaniu grupki nastolatków.
    Widok imienia jego (chciał wierzyć, że wciąż jeszcze) przyjaciółki nadal wywoływał w nim dziwne uczucia.
    Na szczęście nie było mu dane rozwodzić się nad tym zbyt długo, bo niemal sekundę po tym, jak przeczytał jej wiadomość, do kuchni ktoś wszedł. Tom wyłączył telefon i schował do kieszeni kurtki.
    Siostra Elio. Wspominał, że jedna z jego sióstr była jego bliźniaczką - ta wyglądała na ich rówieśniczkę, więc zgadywał, że to o nią chodziło. Zanim zdążył jakkolwiek zareagować na jej pojawienie się w kuchni, usłyszał oskarżycielski ton dziewczyny. Jej nieprzyjemne spojrzenie tylko potęgowało jego dyskomfort.
    Ale była ładna i właściwie ten fakt jakoś pomagał mu utrzymać jego pozytywne nastawienie.
    Uznał, że na jej cięte komentarze mogłaby pomóc odrobina humoru. Chociaż nie był największym żartownisiem świata, spróbował zaryzykować. Dziewczyny podobno lubią zabawnych chłopaków…
    — Ah, wiesz… — udał zakłopotanie z fałszywą niewinnością na twarzy. —Właściwie, to jeszcze nie otworzyliśmy departamentu prania mózgu w naszym oddziale — odparł spokojnym tonem, splatając dłonie przed sobą, jakby ona była dziennikarką, a on udzielał odpowiedzi na kompletnie poważne pytanie. — Hm. Chociaż faktycznie wiele osób takich jak ty zadaje podobne pytania, więc może powinniśmy podjąć dyskusje w celu wprowadzenia takiej funkcji.
    Na koniec uśmiechnął się do niej serdecznie. Spojrzenie jego błękitnych oczu świdrowało jej brązowe z podobną intencją, z którą ona obrzucała go spojrzeniem pełnym obrzydzenia.
    “Kill them with kindness” -mówią, że to działa.

    — Tom

    [sorry, założyłam, że ma brązowe oczy xd]

    OdpowiedzUsuń
  8. [ma brązowe oczy więc dobrze]
    Zmarszczyła brwi lekko zdziwiona. Musiała przyznać, że zrobił na niej wrażenie tym, że nie dał się zbić z tropu. Tylko niby czemu próbował do niej żartować? Czy ona wygląda jakby lubiła skecze?
    I dlaczego się do niej uśmiechnął? Zmarszczyła brwi jeszcze bardziej. Co on, myśli że się zaprzyjaźnią? Ona z Medalikiem? Po jej trupie.
    Ona z kimkolwiek, po jej trupie.
    Jednak jego ład.. przenikliwe oczy nie ułatwiały jej niczego. Niech to huragan. Wiedziała z czym to się wiąże. Przystojni chłopaki z miłym spojrzeniem zawsze okazują się draniami. Dokładnie tak było z…
    Przecież nie potrzebowała sobie przypominać, doskonale pamiętała.
    - Nie próbuj ze mną żartować. – ostrzegła, żeby powiedzieć cokolwiek, bo już sama nie wiedziała co. – Wiem, kim jesteś, kim wszyscy jesteście. Jesteście bandą nadętych kłamców. Mówicie, że ratujecie świat ale biegacie w tych waszych świecących strojach tylko po to, żeby wszyscy was widzieli i podziwiali jacy jesteście wspaniali. Oświecę cię – ten świat jest dalej do bani i wcale nie wygląda na uratowany!
    Zatrzymała się i wzięła wdech. Jakim cudem szło jej aż tak źle? Przecież to on miał się wkurzyć i rozpętać tu jakąś burzę a jakimś cudem to ona się wkurzyła.
    Może była w złej formie. Chyba trzeba stąd spadać.

    [Tamara]
    [jak coś to w dowolnym momencie może wrócić Elio - jeśli będziesz chciała żeby to było już to po prostu napisz, że wszedł do kuchni czy coś, a jeśli nie już to... się zobaczy kiedy]

    OdpowiedzUsuń
  9. Oczywiście spodziewał się, że jego żarty nie zostaną dobrze odebrane. Właściwie, to nawet Medaliony rzadko doceniały jego humor. A jednak jej słowa dość szybko eskalowały i to co powiedziała prędko zmyło lekki uśmiech, jaki miał na ustach jeszcze przed sekundą.
    Uderzyła w to wrażliwe miejsce jego dumy. Chociaż nie celowała dokładnie w niego osobiście, to jednak czuł teraz na sobie odpowiedzialność za wszystkich wojowników Thornilu, jeśli nie całego świata. Natychmiast przeszło mu przez myśl, że do takiej odpowiedzialności teraz przygotowywał go Prime.
    Jak powinien się teraz zachować? Co odpowiedzieć? Miał ochotę po prostu wywrócić oczami, machnąć ręką i wyjść, bo pytanie chociaż pełne rozgoryczenia i emocji, wywoływało w nim jedynie irytację. Słyszał to zbyt wiele razy. Ludzie uwielbiają zadawać pytania i oczekiwać, że ktoś inny da i odpowiedź, zamiast samemu jej poszukać. Zwalanie odpowiedzialności na innych - to takie ludzkie.
    Postanowił pominąć część jej wypowiedzi, w której nazwała go nota bene kłamcą.
    — Naprawdę? — podjął już z typową dla siebie powagą, kiedy skończyła i patrzyła na niego z wściekłością. — A co ty robisz, żeby go uratować? — zapytał z naciskiem na “ty” i poczekał przez chwilę na jej odpowiedź. — Na pewno coś znacznie bardziej skutecznego, skoro z taką nienawiścią wypowiadasz się o ludziach, którzy codziennie kładą własne życia na szali, żeby ten świat nie był jeszcze bardziej “do bani” — stwierdził, powtarzając jej własne stwierdzenie.
    Do bani to by dopiero było, jakby demony całkowicie przejęły władzę nad tą rzeczywistością. Czasami chciałby, żeby wszyscy mogli zobaczyć wymiar duchowy chociaż raz w życiu. Żeby wiedzieli, co się dzieje tak na prawdę. Ale wiedział, że to prędzej skończyłoby się paniką i jeszcze większą nienawiścią raczej niż zrozumieniem i wdzięcznością.

    — Tom

    OdpowiedzUsuń
  10. Wybronił się. Pewnie. Najłatwiej przerzucić odpowiedzialność na kogoś innego. Ona nie ogłaszała się zbawcą świata – w przeciwieństwie do Medalionów – więc niby czemu odbił pytanie do niej?
    Był przy tym jednak tak spokojny i poważny. Chyba jeszcze nie spotkała osoby tak odpornej na emocje innych ludzi, nie dającej się wytrącić z równowagi. Jej roseńska rodzina była wręcz całkowitym tego przeciwieństwem. Częściowo miała ochotę dalej na niego naciskać, żeby zobaczyć, gdzie jest jego limit i co by się stało, gdyby go przekroczył – spaliłby im dom? Zasypał śniegiem? Uświadomiła sobie, że nie wie, jaka jest jego umiejętność specjalna.
    Posmutniała, co samo w sobie było dziwne. Nagle, bez szczególnej przyczyny, no chyba, że przyczyną była myśl o umiejętnościach specjalnych.
    Umiejętności specjalne. Wszyscy wokół się nimi ekscytowali. Greta, Federica, Noah, cała ich klinika… i Medaliony tak samo. Niby po przeciwnych stronach bieguna, ale z jej perspektywy te dwie grupy nie różniły się od siebie tak, jak same zakładały.
    Parsknęła smutnym śmiechem i potrząsnęła głową.
    - Ja? Nie próbuję nic ratować. Próbuję przeżyć. Świata nie da się uratować, a już na pewno nie dzięki tornadom albo nie wiem – nawiązała do daru Elio i spojrzała w sufit, szukając innego przykładu – piorunom z nieba.
    Nieświadomie odbijała jego spokój, mówiąc nie ze złośliwością, jak wcześniej, ale po prostu smutkiem. Z tym, że smutek był spokojny, w odróżnieniu od strachu i gniewu. To była kolejna zastanawiająca rzecz w tym blondynie. Już dawno nikomu nie udało się skutecznie uciszyć jej irytacji i przynieść jej odrobiny spokoju.
    - Wiesz, panie kapitanie, dawanie ludziom fałszywych nadziei to okrucieństwo. – spojrzała mu prosto w oczy, bardzo poważnie. – Pozwalacie całemu społeczeństwu wierzyć, że zawsze mogą na was liczyć, ale powiedz mi… na ile akcji zdarzyło wam się nie zdążyć na czas? Ile ludzi nie zostało uratowanych?
    Zawiesiła to pytanie na parę sekund w powietrzu. Tom się nie odzywał, chyba czuł, że jeszcze nie skończyła.
    - I swoją drogą, czy naprawdę myślisz, że te wszystkie „duchowe istoty” z którymi tak walczycie są jedynym zagrożeniem?
    Nie. Czasami zagrożeniem może być cztery lata starszy kolega ze szkoły, przed którym żaden Medalion jej nie uratował. Musiała uratować się sama. Od tamtej pory wiedziała, że tylko tak można przeżyć. Medaliony za to głosiły coś innego – a potem chcąc nie chcąc zawodziły ludzi. Nie winiła ich nawet za to – w końcu byli tak samo ludźmi, ale ogłaszali się nie wiadomo kim. Twierdzili, że znają całą prawdę i receptę na to, jak pomóc ludzkości. No cóż, ona nie widziała żadnych na to żadnych przekonujących dowodów.
    - Każdy może uratować tylko samego siebie. I każdy powinien ratować tylko samego siebie.

    [Tamara]
    [pewnie ostatni komentarz-lub dwa i wraca Elio, co?]

    OdpowiedzUsuń
  11. [Spoko, może teraz się uda zrobić jakieś przejście]

    Jasne, że duchy nie są jedynym zagrożeniem - dlatego Dary manifestowały się również fizycznie! Logiczne, przemknęło mu przez myśl.
    Niby taka zwyczajna sytuacja - ktoś, kto nie ma pojęcia o czym mówi próbuje go uświadomić, jak bardzo beznadziejnie wykonuje swoją robotę. A jednak za każdym razem i teraz również czuł nieprzyjemny ścisk w żołądku. Miał tyle argumentów, tyle odpowiedzi. Mógłby jej teraz zrobić cały wykład, dosłownie wgnieść w ziemię swoją wiedzą, dowodami i doświadczeniami.
    On stał po prawidłowej stronie - nie było ku temu wątpliwości. Ale to wszystko byłoby na nic. Koniec końców tylko by ją zranił i pewnie odstraszył od Medalionów jeszcze bardziej, a przecież nie o to w tym wszystkim chodziło.
    Kolejne znajome (i niewygodne) uczucie zaczęło majaczyć gdzieś w tle jego świadomości. Pozwolił jej mówić, a spięte mięśnie na jego twarzy zaczęły się powoli rozluźniać. Czuł, że jego nerwy przykrywa jakaś inna emocja, należąca do kogoś innego. Łagodność i współczucie. I wtedy wydarzyło się coś, czego do tej pory doświadczył tylko raz w życiu.
    Czas jakby na chwilę zwolnił. Dostrzegł kiełkującą i rosnącą między nimi błyskawicę, która zetknęła się z duchem dziewczyny i w tym samym momencie z jego własnym. Poczuł jej żal, zagubienie, złość, samotność i najgorsze z tego wszystkiego - poczucie, że nikt nie przyjdzie z pomocą.
    Jego duszę przeszył łańcuch emocji, wynikających z jakiegoś zdarzenia z jej przeszłości - ekscytacja, poczucie bezpieczeństwa, zdziwienie, zagubienie, lęk, poczucie zdrady, smutek, złość i gorycz.
    Ktoś ją zranił, ktoś komu ufała. Kirian chciał, żeby Tom to poczuł z jakiegoś (na pewno genialnego, ale w tym momencie kompletnie dla Toma niezrozumiałego) tylko sobie znanego powodu. Kiedy pierwszy raz się to wydarzyło, był nastolatkiem i Taya, której to dotyczyło poczuła to samo. Bardzo zbliżył ich do siebie ten moment, ale wtedy oni obydwoje byli już Medalionami. Nie miał pojęcia, czy siostra Elio cokolwiek poczuła, czy zauważyła, że on coś odebrał - zakładał, że niemedaliony nie są w stanie odczuwać rzeczy na poziomie duchowym. Przecież każdy duch odłączony od Kiriana jest martwy, czyli nie powinien czuć, prawda?
    Czasami ciężko było mu odróżnić, co należy do rzeczywistości duchowej, a co widać w materialnej, ale teraz był niemal pewien, że błyskawica widoczna i odczuwalna była jedynie w sferze duchowej.
    W tym momencie w świecie fizycznym jego źrenice zabłysnęły na moment błękitnym światłem i trwało to wszystko może sekundę, po czym odwrócił wzrok, przełykając ślinę z trudem.
    I co miał teraz zrobić z tą wizją?
    Jedyne, co mi to dało, to to, że czuję się niekomfortowo, pomyślał, biorąc głęboki wdech.
    Kiedy znowu na nią popatrzył, miał już łagodniejszą minę, a jego wola walki ewidentnie zniknęła. Emocje należące do Kiriana i dziewczyny wciąż zdawały się ciążyć na jego ramionach, odbierając mu jakiekolwiek chęci do dalszych kłótni.
    — Moja nadzieja nie jest fałszywa — powiedział spokojnie, choć pewnie. — Nadzieja, że światło w końcu odnajdzie drogę do każdego człowieka na tym zepsutym świecie. A kiedy pewnego dnia odnajdzie drogę do ciebie, będę miał nadzieję, że pozwolisz mu się uratować.

    — Tom

    OdpowiedzUsuń
  12. Miała wrażenie, że jego oczy przez ułamek sekundy błysnęły na niebiesko, ale było to tak krótkie, że nie była pewna, czy jej się nie przywidziało.
    A potem rzucił tą górnolotną filozoficzną myślą, pewnie licząc, że to argument nie do zbicia.
    Światło odnajdzie drogę do człowieka… co?
    Poeta.
    Westchnęła, potrząsając głową. Nie dogadają się. Zresztą, ona w ogóle nie była tu, żeby się z nim dogadywać. Miała znaleźć jego limit cierpliwości i podokuczać Medalionom, a zamiast tego co?
    Uratował ją Elio, który w tym momencie wszedł do kuchni w kombinezonie Medalionów. Od kucharza do komandosa, dosłownie, z tym, że jego strój nie był zielono-brązowy, tylko świecił na pomarańczowo.
    Zmierzyła go wzrokiem. Ciekawe co matka na to. Tamara nie miała jednak ochoty oglądać kolejnej awantury. Za dużo emocji na dziś. Obejrzała się jeszcze raz na Toma, po czym wyszła z kuchni, żeby zamknąć się w pokoju.

    [Tamara]


    Elio męczył się z kombinezonem w łazience tak długo, że tylko ekscytacja sprawiła, że się nie poddał. Zakładanie go nie było ani trochę proste. Wiedział, że musi się spieszyć, żeby uratować Toma przed Federiką, jeśli tamta go już dopadła. Z drugiej strony miał nadzieję, że Noah z zazdrości robił wszystko, żeby zająć jej uwagę.
    Miał wrażenie, że coś w tym stroju dalej jest krzywo, ale może mu się wydawało? Podskoczył raz w górę. Najważniejsze, że wszystko trzymało się jak trzeba. Elio spojrzał na siebie w lustrze i nie mógł się nie uśmiechnąć. Szok, pomyślał.
    Oby tylko matka nie wyszła z salonu i go tak nie zobaczyła.
    Otworzył drzwi i wyszedł najciszej, jak potrafił, tworząc głuchą ścianę na wyjściu z salonu, tak, żeby reszta rodziny nie była w stanie usłyszeć nic z korytarza i odwracać swojej uwagi. I tak dziwiło go, że matka nie wyszła zobaczyć Toma – że ktokolwiek może wejść do ich domu i nie zostać dokładnie wybadanym przez każdego członka rodziny. Może dostała pilny telefon z pracy albo Greta zajęła ją rozmową o projekcie.
    Jednak Tomowi nie udało się uniknąć wybadania zupełnie. W drzwiach do kuchni stała Tamara.
    „No pięknie” pomyślał Elio z ironią. „Oto i zastrzyk pozytywnej energii”.
    Chwilę po tym, jak zauważyła Elio, już jej nie było. Elio obejrzał się na korytarz, w którym zniknęła a potem zerknął na Toma. Nie był pewny, ale miał wrażenie, że przerwał im rozmowę. Tylko od kiedy Tamara rozmawia z ludźmi?
    - Chodźmy stąd. – powiedział jednak tylko do Toma i ruszył do drzwi.
    Zanim jednak zdążył wyjść, usłyszał kroki. No i wykrakał. Nawet głucha ściana nie powstrzyma kobiecej intuicji. Matka stała po drugiej stronie korytarza i patrzała się na niego z osłupieniem. Greta, Federica i Noah podglądali awanturę z tyłu.
    - A ty dokąd? Co z kolacją? I co to za paskudztwo? – wskazała na jego strój.
    - Kolacja jest w piekarniku. – odparł.
    - Nie odpowiedziałeś na moje pytanie.
    Zanim zdążył otworzyć usta, poczuł Oddech, czyjś Wydech skierowany w jego stronę, jego ducha. Uspokoił się, prawie wręcz uśmiechnął i zamiast wymyślać, odpowiedział zgodnie z prawdą:
    - To jest strój, który Tom przywiózł mi z Zayonu. Jadę nie wiem jeszcze gdzie, ale dotyczy to działań Zayonu, na które udzieliłaś zgody. Jeśli potrzebujesz, to zrobię za to dodatkowy dyżur w klinice. A, i to jest Tom. Tom, moja matka.
    Nie dał jej pola na dalszą dyskusję, bo na pewno zrobiłaby dramę dla samej dramy, gdyby dał jej szansę. Przedstawił jej Toma, a potem nie czekając na jej reakcję lekko wypchnął blondyna z mieszkania i zamknął spokojnie drzwi, uważając, żeby nikt nie wziął tego za trzaśnięcie.
    Dopiero na zewnątrz odważył się odezwać. Bardzo chciał zapytać Toma o wiele rzeczy – czemu przyjechał tak nagle, jakim cudem przekonał Tamarę do rozmowy ze sobą, o czym rozmawiali i czy wiedział coś o tych zanikach prądu na stadionie.
    - To co to za zlecenie? – zapytał zamiast tego.

    [Elio]

    OdpowiedzUsuń
  13. “Światło w końcu odnajdzie drogę do każdego człowieka”? Wow, Tom, prawda objawiona, nie ma co!
    Że też znalazł sobie moment na wygłaszanie wzniosłych kazań. Na odchodne rzuciła mu nieprzychylne spojrzenie, ale nie dziwił jej się. Po takich tekstach miał ochotę sobie samemu rzucić takie spojrzenie.
    Ok, nie ważne. Na opanowanie poprawnej i efektywnej komunikacji miał jeszcze czas w życiu. Tamta konkretna chwila, to nie był ten czas i być może pierwszy raz od bardzo dawna (lub nawet od zawsze) czuł ulgę na myśl o ratowaniu tyłków innych ludzi i potencjalnym niebezpieczeństwie. Bo co mogło być gorsze niż jego osobisty wewnętrzny krytyk, analizujący każde słowo, gest i ruch.
    “Chodźmy stąd” - słowa Elio pomogły mu na nowo skupić się na tym, co liczyło się tu i teraz. Poszedł za chłopakiem w stronę wyjścia i zatrzymał się znowu wtedy, kiedy on to zrobił. Pani Torchia (i reszta rodzinki obserwująca tę wymianę zdań) stała na drodze i przez chwilę wydawało się, że dojdzie do kłótni. Zamiast tego chłopak zarzucił matkę potokiem informacji, a potem go przedstawił. Tom cicho mruknął “dzień dobry” i skinął głową na powitanie. Potem prędko mruknął jeszcze “do widzenia”, kiedy Elio wypychał go z mieszkania.
    — Kilka godzin temu odezwali się do nas z policji - zaginęła grupka nastolatków i do tej pory ich nie odnaleziono. Wiadomo, że przy zaginięciach liczą się godziny, a nawet minuty, kiedy może się wydarzyć wszystko, dlatego nie ma co zwlekać. Na szczęście na miejscu jest już policja i część naszego zespołu. Taya — jak zawsze wszędzie pierwsza, dodał w myślach — przeszukuje teren z góry, a Nike będzie robiła z ziemi za duchowy noktowizor. Aktualnie jest wśród mundurowych, którzy prowadzą tą akcję.
    Elio znał obie z dziewczyn i wiedział dobrze, na co je było stać, więc chociaż mógłby się domyślić, jaki był cel ich misji, Nikolai miał obowiązek wytłumaczyć wszystko tak dokładnie, jak się da.
    — Będą nam towarzyszyli też Seda, Peter Novy i Chloe — wspominając imię ostatniej dziewczyny, skinął brodą w stronę Elio, bo wiedział, że ją też chłopak musiał znać z poprzedniej podjednostki. — Będziesz latał z nimi. Macie do przeszukania spory teren, bo to lasy za Verdantowem, jest tam gęsto i mrocznie, a już zaczęło się ściemniać, więc mamy niewiele czasu. Tylko, Elio… — zrobił intencjonalną pauzę, łapiąc w marszu spojrzenie kolegi. — Nie zgrywaj dzisiaj bohatera. Masz do wykonania konkretne zadanie - obserwować i raportować. Nie dostajesz pozwolenia na walkę, chyba, że w obronie własnej i to w ostateczności.
    Wszystko, co dzisiaj mówił Tom było raczej w poważnym tonie, ale na te ostatnie słowa wyraźnie mocniej położył nacisk.
    — To samo dotyczy Nike, Petera i Chloe. Macie wypatrywać z góry i raportować o wszystkim, co wyda wam się nie na miejscu w lesie. Nie angażować się w jakiekolwiek starcia. To nie powinno być trudne, bo w końcu misja polega na odnalezieniu zaginionych dzieciaków. Problem w tym, że…
    Tom nie był do końca pewien, czy powinien mówić Elio o tym ostatnim szczególe. Właściwie, to nie był szczegół, tylko główny powód, dla którego Medaliony zaangażowane były w tę misję. Powód, który mógłby zniechęcić, albo przerazić większość ludzi, a Elio powinien być spokojny i skupiony na celu.

    — Tom

    OdpowiedzUsuń
  14. Zjechali windą w dół i zmierzali do samochodu Toma, który po drodze tłumaczył Elio, o co chodzi w misji. Bardzo się starał skoncentrować na jego słowach, mimo iż było to dosyć trudne w połączeniu ze zmuszaniem mięśni nóg do chodzenia normalnie zamiast podskakiwania z ekscytacji.
    Nie zgrywaj bohatera… Elio przewrócił oczami, ale bardziej w rozbawieniu niż frustracji. Raz poleciał na misję bez pozwolenia i od razu bohater?
    Obserwować, raportować. – powtórzył w myślach polecenia, demonstracyjnie salutując Tomowi jak generałowi, na znak, że zrozumiał. Tom tymczasem wymieniał zadania innych osób.
    Chloe, ciekawe co ona będzie robić na tej misji, zwłaszcza, że dzieje się w lesie. Elio całkiem ją lubił, mimo, że nigdy tego jakoś jej nie okazał, bo nie byli zbyt blisko. Dziewczyna jednak miewała problemy z kontrolą swojego daru, a ta misja nie brzmiała jak coś, gdzie warto byłoby ryzykować pożar i ściągnięcie uwagi wszystkich dziennikarzy Thornilu. Tom mówił o niej, o Nike i nawet o Peterze tak, jakby to Elio był za nich odpowiedzialny i jakby to on miał pilnować, żeby się nie wmieszali się w walkę. Co było dziwne. Przecież Peter jest bratem dowódcy Novy. Może więc mieli razem pilnować dziewczyn. I razem trzymać ludzi w powietrzu. Ech, nieważne, dogada się z Peterem na miejscu.
    Nagle Tom się zawahał w połowie zdania, a Elio zmarszczył brwi. Zatrzymał się i spojrzał na blondyna. Albo się mu wydawało, albo zobaczył w jego oczach ślad niepokoju.
    - Problem w tym, że co? – zapytał, zakładając ręce na piersi.

    [Elio]

    OdpowiedzUsuń