Rzuciła swoją torbę na ławkę,
wściekła.
Zawsze, całe życie, była wściekła,
ale poza zimną, pasywną agresywnością nie okazywała tego wcale.
Obok jej koleżanki z drużyny
chichotały i gadały coś między sobą, łudząc się, że ona też uczestniczy w
rozmowie. Tamara nie wyprowadzała ich z błędu.
Co ta baba znowu wymyśliła…. –
pomyślała, pomstując na trenerkę. Tamara chodziła na zajęcia tańca współczesnego,
a trenerka, chociaż bardzo skuteczna, od czasu do czasu miała dosyć ekscentryczne
pomysły. Jednym z nich były łyżwy, podobno po to, żeby wzmocnić balans i równowagę
w tańcu.
Co ma lód do podłogi? Tamara jako
Roseńka tym bardziej nie mogła tego zrozumieć. Roseńczycy nie lubili się z niczym
zimnym z wyjątkiem deseru mentisu.
Tamara jednak nie była w stanie
zdobyć się na rezygnację z zajęć, na które poświęciła sześć lat swojego życia,
więc posłusznie poszła na lodowisko.
Kilka razy była na lodzie i
wierzyła, że będzie w stanie w miarę utrzymać się w pionie. Tak naprawdę trenerce
pewnie nie chodziło o dużo więcej poza jeżdżeniem w kółko, oczywiście nie było
opcji, żeby nagle przerzucić się na łyżwiarstwo figurowe z tańca współczesnego.
Tamara zresztą pamiętała historie, gdy chodziły na basen, żeby popracować nad
oddechem i na crossfit, żeby wzmocnić ramiona. Ostatecznie dużo to jej dało.
Mimo to dalej była wściekła.
Zawiązała łyżwy i pingwinim chodem
za koleżankami przesunęła się w stronę lodowiska, które nie było puste. Jeździł po nim chłopak, który
wyglądał jakby nie obejmowała go grawitacji. Zza bandy nie było widać jego nóg
i bioder i wyglądało to, jakby płynął. Zrobił kilka piruetów na lodzie,
szybszych niż cokolwiek, co Tamara w życiu widziała, a potem bez żadnego
potknięcia czy zachwiania równowagi pojechał dalej i powtórzył piruety, tyle że
tym razem w powietrzu, po czym wylądował na cienkiej płozie łyżwy.
Popisówa, pomyślała Tamara z
przekąsem.
Wtedy na trybuny z rozmachem
weszła ich trenerka. Jej się nie dało nie zauważyć. Przywitała chłopaka i
usiadła w pierwszym rzędzie trybun, a dziewczynom ręką kazała wejść na lód.
Tak zrobiły, taktycznie trzymając
się blisko bandy.
Chłopak zlustrował je wzrokiem, a
Tamara miała wrażenie, że dostrzegła jakiś przebłysk niesmaku i irytacji w jego
oczach.
Tu byśmy się dogadali – pomyślała,
zastanawiając się jak będą wyglądać te słynne zajęcia.
[Wątek] Kohaku + Tamara
By
Justi
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Haku nie oglądał się nigdy zbytnio za dziewczynami. Nie miał na to czasu. Najbliższy kontakt z nimi miał, kiedy musiał ćwiczyć duety na lodzie, ale te jego pary zawsze okazywały się okropnymi, samolubnymi divami z wywalonym w kosmos ego. Nie, żeby oceniał, w końcu on sam miał ego wywalone w kosmos, a przynajmniej jeśli chodziło o łyżwy. W każdym razie nie lubił spędzać czasu z dziewczynami, bo dotychczas miał do czynienia tylko i wyłącznie z bardzo osobliwymi, żeby nie powiedzieć dziwacznymi.
OdpowiedzUsuńMając to na uwadze, można było się domyślić, że na pomysł poprowadzenia zajęć dla grupy dziewczyn, które nigdy w życiu nie jeździły na łyżwach uzna za absurdalny pomysł. I tak było, wyśmiał swojego szefa, który następnie zagroził, że zmieni warunki ich umowy i Kohaku nie będzię już mógł sobie korzystać w dowolnej chwili z lodowiska. Mina mu zrzedła i z wielkim bólem du… dumy przyjął zlecenie i już następnego dnia wieczorem czekał o umówionej porze na lodowisku. Rozmawiał wcześniej przez telefon z trenerką grupy. Solidna babka, pomyślał. I do tego z pasją - szuka kreatywnych sposobów, żeby zainspirować swoje podopieczne i nauczyć je czegoś nowego. On sam w gimnazjum chodził na balet, żeby poprawić swoją technikę, chociaż nie spotkał się chyba z odwrotną sytuacją.
Kiedy dziewczęta ze swoją trenerką pojawiły się na hali, podjechał bliżej bandy, by przywitać się z kobietą. Starał się nie zdradzać, jak bardzo nie chciało mu się tych zajęć przeprowadzać, chociażby ze względu na tą kobietę. Trenerzy, zwłaszcza ci płci żeńskiej, bywali okrutni.
Dziewczęta weszły niepewnie na lód, a Haku obserwował. Większość z nich sobie radziła, chociaż ewidentnie było to dla nich wyzwaniem. Jedna z dziewczyn przewróciła się prawie natychmiast, a on postanowił udawać, że tego nie zauważył. Kilka innych zdawało się już wcześniej mieć do czynienia z lodowiskiem - na te również nie zamierzał zwracać uwagi. Właściwie, to na nikogo nie miał zamiaru zwracać szczególnej uwagi, ale wiedział, że jeśli będzie trzeba, to będzie trzeba.
— Witam — odezwał się w końcu, stojąc prosto z brodą uniesioną o milimetr wyżej niż było to konieczne i rękami splecionymi za plecami. Miał na sobie dopasowane, chociaż niezbyt obcisłe spodnie dresowe, czarny, termiczny longsleeve z półgolfem i na to granatową pikowaną kamizelkę.
— Nazywam się Kohaku Shota i będę prowadził wasze zajęcia z jazdy na łyżwach — wyjaśnił, spoglądając każdej z dziewczyn kolejno w oczy. Słychać było w sposobie, jaki wypowiadał słowa, że nie pochodził z Halldaru (w razie gdyby kształt jego oczu nie zdradził go wystarczająco). A jednak słychać też było, że płynnie mówił po halldarsku i jego akcent nie sprawiał, że choćby odrobinę spadało mu poczucie pewności siebie.
— Nie musicie się przedstawiać. Zapewne i tak nie spędzimy ze sobą zbyt wiele czasu, jako, że jesteście przede wszystkim tancerkami i nie macie aspiracji na to by zostać łyżwiarkami.
Z wolna, płynnie przemieścił się w stronę dziewcząt. Przejechał bardzo powoli wzdłuż tego niezgrabnego szeregu, obrzucając dziewczęta wzrokiem, jakby był pułkownikiem, a one jego żołnierzami, z których zamierzał zrobić prawdziwych mężczyzn.
— Co, jednak nie znaczy, że jesteście w jakkolwiek uprzywilejowanej pozycji. Na moich zajęciach każdą z was będę traktował tak, jakby miała zostać mistrzynią międzynarodowych zawodów łyżwiarstwa figurowego.
Z racji tego, że większość z dziewczyn albo patrzyła na niego z podziwem (może z powodu jego płynnych ruchów na lodzie, może z powodu jego urody), z lekkim przestrachem (pewnie
z powodu wzroku jakim je wszystkie obrzucał), albo ze znudzeniem, zwrócił uwagę przede wszystkim na dziewczynę, która na twarzy miała wypisaną irytację, nie ważne czy patrzyła na niego, czy gdzieś w dal. Zatrzymał się przed nią i popatrzył jej w oczy.
— Wyglądasz, jakbyś nie chciała tu być — powiedział, a potem kiwnął podbródkiem w stronę wyjścia. — Droga wolna.
— Haku
Wow, pomyślała Tamara. Jednak istnieją ludzie z wyższym poziomem irytacji na świat i ego niż ona. Chłopak wyglądał jakby wolał wypić duszkiem litr najostrzejszej wersji syropu miętowego niż szkolić grupę dziewczyn.
OdpowiedzUsuńUśmiechnęła się w duchu złośliwie. Rozważyłaby opcję chodzenia na te zajęcia regularnie tylko po to, żeby go bardziej zirytować, nieważne, że sama nie cierpi lodu.
Zachowywał się jak jedna wielka diva i najjaśniejsza gwiazda Halldaru. I gadał dokładnie jak pani Brewer. Ona też chciała z nich zrobić zawodowe tancerki i dojść do mistrzostw.
Gdy jednak zaproponował jej, by się wyniosła, nie powstrzymała parsknięcia i praktycznie zaśmiała mu się w twarz. Ma czelność w taki sposób do niej mówić.
- Nie mam pojęcia, skąd taki wniosek – powiedziała tonem, z którego hektolitrami ciekł sarkazm. – Bardzo mi się tu podoba, mam wręcz nadzieję, że pani Brewer przedłuży nam kurs, bo chętnie pochodziłabym częściej. – dokończyła, rzucając mu buntownicze spojrzenie.
Na szczęście pani Brewer nie rozumiała ironii.
Chłopak chyba odpuścił, bo wrócił do prowadzenia zajęć.
Marzyła o tym, by ani razu się nie przewrócić, ale oczywiście lód jej nie sprzyjał i traciła równowagę co chwilę. Z każdego upadku wstawała jednak, jakby zdobyła właśnie puchar. Puchar w upadaniu, ale zawsze.
Za każdym razem czuła na sobie pogardliwe spojrzenie tego całego Kohaku.
Nie wytrzymała dopiero, gdy zderzyła się z jedną z koleżanek i obie wylądowały na ziemi.
- Uważaj trochę, dobra? – syknęła wkurzona. Dziewczyna wstała szybciej i chciała podać jej rękę, ale Tamara, jako że unikała dotyku, odtrąciła to i zaczęła wstawać sama.
Kątem oka zobaczyła zbliżającą się księżniczkę lodu Kohaku.
[Tamara]
Kiedy dziewczyna parsknęła w odpowiedzi, poczuł to dosłownie na twarzy. Przymknął oczy na moment, powtarzając sobie w myślach, że to nie jej ślina, tylko powietrze. Potem rzucił jej jeszcze jedno spojrzenie, zerknął w kierunku trenerki (z takim wyrzutem, jakby to ona odpowiadała za niewychowanie swoich uczennic) i odjechał, zbyt dumny, żeby wdawać się w kłótnie z małolatą.
OdpowiedzUsuńKazał dziewczynom jeździć w kółko na rozgrzewkę. Po którymś okrążeniu nawet te, którym szło najgorzej złapały mniej więcej rytm. Później pokazał im dwa najprostsze ćwiczenia - beczkę (albo innymi słowy “bałwanka”) i hulajnogę, które miały wykonywać wszerz lodowiska.
Choć bardzo się starał, jego wzrok co rusz kierował się ku dziewczynie z burzą ciemnych loków spiętych w koński ogon. Drażniła go strasznie jej postawa. Może to była ta różnica kulturowa, ale on nie wyobrażał sobie z takim podejściem chodzić na jakiekolwiek zajęcia, które miały usprawnić jego umiejętności. W końcu to było dla jego dobra. Poza tym chyba należał mu się jakisi szacunek? Jeśli nie ze względu na to, co osiągnął w życiu, to przynajmniej dlatego, że był obecnie ich nauczycielem.
Kiedy inne z dziewcząt upadały gdzieś w jego pobliżu, pomagał im wstać i dawał dodatkowe uwagi. Koniec końców chciał, żeby coś z tych zajęć wyciągnęły, nawet jeśli jego twarz pozostawała beznamiętna, a głos pełen chłodu.
W końcu ta z lokami zderzyła się z inną dziewczyną, a potem nie dość, że odtrąciła jej pomocną dłoń to jeszcze ją skrzyczała. Kohaku podjechał bliżej i zatrzymał się przed dziewczyną, niezgrabnie podnoszącą się z lodu.
— Ty — zwrócił się do niej, spoglądając na nią z góry. — Jak się nazywasz?
Ta cała kultura akceptacji i kochania wszystkiego co się rusza w Halldarze przyprawiała go o mdłości. A tej dziewczyny chyba nikt nigdy nie ukarał za brak szacunku do drugiego człowieka.
— Haku
[Możesz mi odpisać jak ona mu odpowiada tylko, nie musi być długo, bo chcę żeby on jej załatwił zostanie kilka minut dłużej po zajęcia od reszty :P]
Księżniczka lodu próbował chyba odczarować wrażenie jakie pozostało po jego przedstawieniu się na poczatku zajęć, pomagając innym dziewczynom wstać, gdy tamte się przewróciły. To jednak nie ma wojskowej musztry i walki o mistrzostwa?
OdpowiedzUsuńNie odpowiedziała mu od razu. Podniosła się do pionu, wdzięczna za swój wzrost, bo okazało się że była niewiele niższa od niego i nie górował nad nią tak jak niektórzy mężczyźni.
- Tamara Torchia. - odparła spokojnie. - Bo co?
[Tamara]
Po tym jak usłyszał odpowiedź, obrócił się i bez słowa, płynnie podjechał do bandy, za którą siedziała trenerka dziewczyn.
OdpowiedzUsuń— Tamara Torchia — powtórzył nazwisko dziewczyny, nie do końca pewien, czy poprawnie je wymówił, ale to nie było teraz ważne. — Niech zostanie dziesięć minut dłużej niż reszta.
Trenerka chyba nie była zbytnio zdumiona tą propozycją. Zetknęła w stronę dziewczyny i kiwnęła chłopakowi na zgodę. Kohaku odpowiedział jej podobnym gestem i odjechał, nadzorować progres dziewczyn.
Co prawda nie mógł nikogo trzymać wbrew jego woli, więc gdyby dziewczyna się zbuntowała i po protu wyszła, pewnie nic by z tym nie zrobił. Nawet niespecjalnie by mu zależało. Ale o ile mógł jej trochę uprzykrzyć życie za niewyparzoną gębę i niekoleżeńskie nastawienie, o tyle zamierzał skorzystać.
Zajęcia zbliżały się do końca i w ramach ostatniego zadania polecił dziewczynom jeszcze zrobić trzy okrążenia wokół lodowiska.
— Torchia — zwrócił się do dziewczyny. — Dla ciebie to będzie sześć okrążeń.
Potem machnął rękoma na znak, że mogą zacząć, a sam podjechał do trenerki. Porozmawiał z nią, jak ona to dalej widziała i umówili się, że, że dziewczyny przyjdą jeszcze kilka razy w tym miesiącu i może to wystarczy. A przynajmniej taką miał nadzieję Shota.
Kiedy dziewczyny skończyły okrążenia, pożegnał się z nimi i pozwolił iść do szatni. W końcu na lodowisku został tylko Kohaku i Tamara. Chłopak spokojnie krążył w centrum lodowiska, podążając wzrokiem za dziewczyną, żeby jej było jeszcze mniej wygodnie, a kiedy skończyła, zerknął na zegarek na swoim nadgarstku i stwierdził, że ma jeszcze chwilę, żeby ją pomęczyć, więc z absolutną powagą na twarzy, zaprosił ją grzecznym gestem, by podjechała bliżej.
— Pokaż mi, czego się dzisiaj nauczyłaś — polecił beznamiętnym tonem, splatając ręce za plecami.
— Haku
Aha.
OdpowiedzUsuńOdpowiedziała na jego pytanie, a on sobie odjechał.
Okay.
O nie, moment.
Powiedział jej trenerce, że Tamara ma zostać. Nawet nie powiedział tego bezpośrednio do niej, tylko jakby była własnością jej trenerki.
Gnojek.
A co jeśli… - odezwał się cichy głosik w jej głowie.
Nie, nie, nie, Tamara, uspokój się, on na pewno nie. Nienawidzi cię.
Tamci też tak naprawdę cię nie lubili. Lubili twoją twarz i ciało. – odpowiedział głosik.
Przełknęła ślinę i zdusiła wewnętrzną panikę.
Czuła jego lustrujący wzrok na sobie przez cały czas, gdy jej koleżanki już wyszły, a ona krążyła dalej wokół lodowiska. Jej cała wściekłość, którą czuła zazwyczaj, wyparowała, ustępując miejsca drugiej emocji, która jej pozostała, czyli panice. Jej serce było już rozpędzone do granic możliwości, zaciskała pięści, gniotąc kciukami inne palce, żeby jakoś wyładować stres.
Skończyła ostatnie kółko, gdy chłopak kazał jej podjechać do siebie.
Zaczyna się.
To nie było racjonalne i logiczne, żeby chciał jej coś zrobić na środku monitorowanego lodowiska, ale jedno czego można być pewnym co do chłopaków, to, że nie są ani trochę racjonalni ani logiczni.
Mimo wszystko jeździł szybciej niż ona i nie miała by szansy uciec ze środka lodoiwska.
Zamiast tego więc dojechała do bandy. Rozejrzała się szybko, lokalizując furtkę i przesunęła się jak najbliżej niej. Dopiero wtedy troszeczkę się uspokoiła.
- Po co? – odpowiedziała chłopakowi.
[Tamara]
Kohaku przyjrzał się dziewczynie trochę uważniej. Wydawała się nagle jakaś dziwna. W sensie inaczej dziwna niż wcześniej była dziwna. Wtedy buchała z niej złość, a teraz co? Nie ma widowni, to już mniej odważna.
OdpowiedzUsuńZmarszczył brwi nieznacznie, podjeżdżając do niej powoli, skoro ona nie raczyła go posłuchać.
— A po co tu jesteś? — odpowiedział pytaniem na pytanie. — Chyba po to, żeby się czegoś nauczyć, prawda? Dawaj — skinął głową w stronę lodowiska. — Najpierw beczka, potem hulajnoga. Im prędzej to zrobisz, tym szybciej wyjdziesz.
I obydwojgu im się zrobi lepiej. Nie znosił użerania się z niezdecydowanymi ludźmi. A już zwłaszcza z takimi, co mają wahania nastrojów co pięć minut. Już dziewczyna dostała za swoje - co odjeździła i się namęczyła, to jego. Niech już sobie idzie i go zostawi w spokoju.
— Hahu
Gdy zaczął zbliżać się w jej stronę, odruchowo złapała dłonią za zamek w furtce na lodowisko, odsuwając blokadę.
OdpowiedzUsuńPowiedział, że będzie mogła sobie pójść.
To może jednak nic od niej nie chce.
Jej wściekła część krzyczała, że nikt nie ma prawa jej rozkazywać, a jej spanikowana część nakazywała jej uciekać przed każdym samcem.
Nie posłuchała jednak żadnej z nich.
Ostrożnie wyminęła chłopaka szerokim łukiem, balansując i łapiąc równowagę przy każdym ruchu łyżew i pokazała tą nieszczęsną beczkę i hulajnogę, które wymienił.
Oczywiście na sam koniec musiała się wywalić na brzuch. Wściekłość i wkurzenie znów powoli zaczęło przejmować stery od paniki.
- Zadowolony? – spytała ironicznie z uniesioną brwią i nie czekając na jego odpowiedź, pojechała w stronę furtki.
[Tamara]
Tamara ominęła go tak nienaturalnie szerokim łukiem, że nie sposób było nie pomyśleć, że się go boi. Kohaku zmarszczył brwi jeszcze mocniej, a ręce skrzyżował na klatce piersiowej. Przypatrywał jej się z tą samą miną, kiedy wykonywała zadania, a na końcu westchnął po tym, jak upadła.
OdpowiedzUsuńCo za dziewczyna, pomyślał, kręcąc głową na boki.
— Niezmiernie — mruknął pod nosem. Uznawszy to za pożegnanie, odjechał wgłąb lodowiska. Przejechał tak kilkanaście metrów ze wzrokiem wbitym w lód pod swoimi łyżwami, zastanawiając się, co ma teraz właściwie ze sobą zrobić.
Powinien chyba wrócić do mieszkania i trochę się pouczyć. Ale z drugiej strony mógł tam jeszcze chwilę zostać i pojeździć. Ostatnio kostka nie bolała go aż tak bardzo.
Poza tym odkąd tu przyjechał, ani razu jeszcze nie poczuł się w swoim mieszkaniu wynajmowanym na spółkę ze współlokatorem, jak w domu. To lodowisko wieczorami, było jego bezpiecznym miejscem, czuł się tam lepiej niż gdziekolwiek indziej. A kiedy skupiał się na formach i skokach nie musiał myśleć, nie musiał czuć.
Rozpiął kamizelkę i zauważył, że Tamara dopiero dotarła do drzwi wyjściowych, człapiąc na swoich (zapewne wypożyczonych) łyżwach jak pingwin z wścieklizną.
Prychnął pod nosem i to było najbliższe śmiechowi, ze wszystkich dźwięków jakie ostatnio z siebie wydał.
— Zamknij za sobą drzwi! — zawołał, zdejmując z siebie kamizelkę, po czym rzucił ją na bandę w pobliżu furtki i odjechał na środek lodowiska. Ustawił się tam w pozycji wyjściowej i po chwili rozpoczął swój ulubiony układ. Nie potrzebował do niego muzyki, znał ten utwór na pamięć, nutka po nutce słyszał go w swojej głowie, sunąc płynnie do przodu, do tyłu, wirując na jednej nodze z prędkością światła. Znikał cały świat i liczył się tylko ruch i lód.
— Haku
Zanim wyszła, odwróciła się jeszcze w drzwiach, słysząc charakterystyczny dźwięk łyżwy sunącej po lodzie.
OdpowiedzUsuńKsiężniczka lodu kontynuował swój chyba popisowy układ, który zaczął jeszcze przed zajęciami. Tamara nie mogła jednak nie przyznać, że był przeklęcie dobry. Co on robi na jakimś mikro lodowisku w takiej dziurze jak Thornil? Nie powinien być jakąś profesjonalną lodową diwą i zdobywać puchary? Jeździł jakby urodził się na lodzie.
Muszę go wystalkować, pomyślała. Głównie po to żeby być przygotowana na kolejne starcie za tydzień, o ile wcześniej nie zrezygnuje z tańca.
Z ulgą uwolniła swoje stopy z niewygodnych łyżew i wsunęła swoje zwykle sportowe buty, w których chodziła na co dzień. Usiadła w szatni i wyciągnęła telefon, wyszukując nazwisko chłopaka.
Natrafiła na odpowiedź praktycznie od razu. Pierwsze, co wypluło jej wyszukiwanie to kontuzja kostki.
Kontuzja? W ogóle nie wyglądał jakby był po kontuzji. Dlaczego po prostu nie wrócił do jeżdżenia?
Może mu się znudziło, pomyślała ze wzruszeniem ramion. Diwy tak mają. Gwiazdorzą.
Przed kontuzją jednak jeździł na mistrzostwa. Reprezentował Dellran.
No tak, to wiele wyjaśnia.
[Tamara]
[zależnie od tego, jak długo Haku chciało się jeździć to albo natrafił na Tamarę jeszcze w szatni (ona była tam jakieś 15 minut), a jak nie to się spotkają za tydzień, ale nie wiem czy chcemy kolejne zajęcia opisywać]
[To niech się spotkają w tej szatni jeszcze!]
OdpowiedzUsuńKohaku wykonał układ raz i pomyślał, że chętnie zrobiłby to jeszcze z pięć. Miał, jednak w sobie na tyle dyscypliny, że pamiętał o pracach domowych zadanych na studiach, a niestety aktualnie studia powinny być dla niego ważniejsze niż łyżwy. Bolało go nawet samo myślenie w taki sposób, ale co było to było. I niestety przypomniał sobie o tym, że nigdy już nie będzie, jak kiedyś kiedy tylko zszedł z lodowiska a jego stopy musiały zacząć używać innych mięśni, żeby normalnie iść po zwykłej podłodze.
Ból zawsze wracał. Nie było tragedii, ale czuł tą kostkę i wiedział doskonale, że gdyby faktycznie został na lodowisku dłużej, gdyby wykonał wszystkie wyskoki bez oszczędzania się, tak jak to ostatnimi czasy przywykł robić, miałby poważniejsze problemy.
Wszedł do szatni i niemal natychmiast zauważył, siedzącą na ławce Tamarę. Zamknął drzwi za sobą i powolnymi, długimi krokami podszedł do szafki zamykanej na magnetyczny kluczyk, który miał zainstalowany w gumowej bransoletce. Wyciągnął swój plecak i buty, i przez chwilę tak stał przed tą szafką, naciskając bolącą nogą o podłogę, jakby chciał się upewnić, że ból dalej tam jest i wcale go sobie nie zmyślił. Potem usiadł i zaczął zmieniać buty.
Popatrzył na Tamarę i pomyślał, że znowu miała dziwny wyraz twarzy. Może ona serio się jego bała? Co prawa on zdecydowanie umyślnie traktował uczniów z wielką surowością... właściwie, to wszystkich traktował z wielką surowością, dlatego jak widać, nie miał zbyt wielu przyjaciół. A jednak nie spotkał się jeszcze z nikim, kto by się go realnie bał. Raczej go nienawidzili, obrażali się na niego, stresowali się czasami, ale... Kohaku nigdy nikogo nie skrzywdził. A jeśli jakimś cudem jednak tak, to na pewno nie miał tego na celu.
— Wszystko ok? — zapytał zerkając w jej kierunku, zanim skupił wzrok na rozwiązywaniu sznurówek swoich ukochanych, czarnych łyżew.
— Haku
Wiedziała, że powinna wyjść z tej przeklętej szatni wcześniej, a nie siedzieć tu i oglądać filmiki z tym całym Kohaku. I proszę – dostała, co chciała i chłopak wszedł do szatni, zanim ona zdążyła z niej wyjść.
OdpowiedzUsuńWszystkie mięśnie w jej ciele automatycznie się spięły, jakby przygotowane do ucieczki.
Szybko schowała telefon, może trochę za szybko, jak dziecko przyłapane na czymś niewłaściwym.
Chłopak przez dłuższą chwilę ją ignorował, dopiero zmieniając łyżwy do niej się odezwał.
- Tak. – odparła szybko, może trochę za szybko. – Dlaczego miałoby nie być okay? W końcu jestem na normalnym podłożu. Dlaczego w ogóle cię to interesuje?
[Tamara - wiem, że na maxa chamsko, ale ona taka jest, co poradzisz]
Wzrok miał skupiony na zmianie obuwia, ale słuchał jej odpowiedzi i zauważył, jak szybko mu odpowiedziała. Jakby została przyłapana na czymś niekoniecznie dobrym.
OdpowiedzUsuńPodniósł na nią wzrok, po tym, jak zapytała, dlaczego w ogóle go to interesuje. W pierwszym momencie westchnął głęboko i już miał na końcu języka, że nie ma najmniejszego pojęcia, bo absolutnie w ogóle go to nie interesuje. A jednak powstrzymał się, bo coś w jej postawie i wyrazie twarzy go martwiło. A może ona jest jakąś antyfanką , przemknęło mu przez myśl. Nie, no spokojnie. Nie jesteś pępkiem świata.
Poza tym jego kariera zakończyła się cztery lata temu - jeśli komuś kiedykolwiek zależało na jego nieszczęściu, to już dawno się to spełniło.
– Nie wiem – mruknął, wracając spojrzeniem do swoich butów. – Chyba mam wrażenie, że się mnie boisz.
Sam się zdziwił, że w ogóle to powiedział. Po co? Chyba źle się czuł wewnętrznie z myślą, że mógłby budzić w kimś strach, albo odrazę.
– Nie wiem, czemu miałoby tak być... – mruknął bardziej do siebie niż do niej. – Jeśli to dlatego, że kazałem ci zostać chwilę po zajęciach, to bardzo dziwne. Nie jest to chyba najgorszy wymiar kary.
Właściwie, to nawet dostała kilka minut więcej darmowego jeżdżenia na łyżwach - powinna chyba się cieszyć! Nie, Kohaku zupełnie nie pojmował, o co mogło chodzić.
W międzyczasie zamienił łyżwy na buty i wrzucił je do swojej czarnej torby sportowej.
– Haku
Zostanie po zajęciach to „nienajgorszy wymiar kary”?!
OdpowiedzUsuń- Zależy z kim.
Co on nagle się zrobił taki troskliwy? - myślała gorączkowo Tamara, obserwując jak metodycznie wiąże buty, zastanawiając się, czy dalej boli go kostka i dopiero po chwili zorientowała się, że jej komentarz nie wybrzmiał tylko w jej głowie, ale powiedziała go na głos. Ups.
No cóż, zabrnęła w to dalej.
- I w ogóle co to za wypytywanie, co? – wstała, gestykulując żywiołowo jak jej roseńska matka. Sama była zdziwiona. Zazwyczaj jej irytacja była bardzo zblazowana i sarkastyczna, a temu łyżwiarzowi udało się w niej wzbudzić prawdziwe wkurzenie, pełne energii. Nie wiedziała, czemu i to ją zdenerwowało tym bardziej. – Skoro tak lubisz wypytywanie, to może mi opowiesz, jakim cudem dalej jeździsz na łyżwach?
Urwała i przez sekundę słyszała tylko swój przyśpieszony oddech.
[Tamara]
Kohaku zgarnął z szafki swoje rzeczy - słuchawki, klucze do mieszkania, portfel i wrzucił je do kieszeni. Torbę zarzucił sobie przez ramię akurat w momencie, kiedy dziewczyna odburknęła to krótkie "zależy z kim". Na sekundę zamarł w bezruchu, jakby nie wierzył w to, co usłyszał przed chwilą. Zetknął w jej stronę właśnie w momencie, kiedy na nowo się rozkręcała. Wbrew swojemu normalnemu zachowaniu (zwykle by po prostu wsadził słuchawki w uszy i wyszedł), tym razem wpatrywał się w nią z bardzo wyraźnym zagubieniem na twarzy, połączonym z irytacją, widoczną przede wszystkim w sposobie, w jaki zmarszczył gęste, czarne brwi.
OdpowiedzUsuńJakim cudem nadal jeździł?
Poczuł w tej sekundzie przypływ bardzo nieprzyjemnych emocji. Gniew, połączony z bólem i poniżeniem, ale też jakiś majaczący w tle strach. Wiedziała o jego kontuzji, czyli znała go wcześniej, albo wyszukała o nim informacje dzisiaj. Może to było właśnie to, co czytała w swoim telefonie, zanim tu wszedł i dlatego zachowywała się tak dziwnie.
Zerknął w stronę kieszeni, do której wcześniej schowała swój telefon, a potem popatrzył jej w oczy, zanim w całkiem odwrócił wzrok i ruszył w stronę wyjścia.
Miał zamiar wyjść bez słowa, ale kiedy przechodził obok niej w drodze do drzwi, znowu zauważył to wzdrygnięcie. Zatrzymał się, popatrzył na nią z niedowierzaniem, po czym westchnął, jakby to było tak absurdalne, że aż śmieszne. Pokręcił głową i rzucił jej dość pogardliwe spojrzenie.
— Słuchaj, dziewczyno — jakby pamiętał, jak miała na nazwisko, to pewnie tak by się do niej zwrócił, ale nie pamiętał. — Nie wiem, o co ci chodzi… nie wiem, czemu sabotujesz zajęcia, zachowujesz się, jakbyś przechodziła bunt trzylatka, traktujesz mnie, jakbym był twoim wrogiem, a nie nauczycielem… co za głupi kraj — te ostatnie słowa powiedział na wydechu, bardziej do siebie, najwyraźniej zdawszy sobie sprawę, jak mocno przeszkadza mu brak szacunku ze strony młodszych ludzi wobec starszych. — Jeśli masz problem, to albo to z siebie wyduś, albo się nie odzywaj w ogóle. A moje prywatne życie zostaw w spokoju — syknął na koniec i wyszedł.
Założył, że skoro wiedziała o nim tyle, że miał kontuzję, która zrujnowała jego życie, mogła wiedzieć więcej. Mogła być jakąś psycholką, która miała mu coś za złe i chciała się zemścić i dlatego tak strasznie go nienawidziła. Chociaż kompletnie nie wyobrażał sobie, co mógł zrobić, żeby komuś tak zaleźć za skórę.
— Haku
[Może jednak zrobimy kolejne zajęcia? Damy im jeszcze jedną szansę? Albo spotkają się w jakiejś bibliotece publicznej jakiegoś dnia, tak randomowo?]
Stała chwilę nieruchomo, procesując sytuację.
OdpowiedzUsuńPrzypomniała sobie jego spojrzenie, gdy wspomniała o jego kontuzji.
W jego oczach nie było jedynie szoku, mignął tam jej też ból.
Znała to uczucie zbyt dobrze, ale nie było jej miło z tym, że to ona wywołała je u kogoś. Może trochę przesadziła?
Ukłuło ją sumienie. Potrząsnęła ramionami, jakby próbowała zrzucić z ramion to uczucie i burknęła sama do siebie, wściekła, że ktokolwiek był w stanie wzbudzić w niej poczucie winy.
Spakowała resztę rzeczy, zarzuciła plecak na ramię zdecydowanym ruchem i podeszła stanowczo do wyjścia, ale zatrzymała się tuż przed drzwiami. Może lepiej będzie poczekać kilka minut, żeby czasem nie wpaść na lodową księżniczkę na zewnątrz.
Każda sekunda czekania irytowała ją coraz bardziej, bo jej mózg nie mając innego lepszego zajęcia w kółko przerabiał całą sytuację od początku do końca. Rozpuściła włosy i przeczesała je palcami, a potem wymaszerowała z tego przeklętego lodowiska.
Dobrze, że niedługo weekend.
Chwila, niedobrze.
A właściwie ani dobrze ani niedobrze. Właściwie to bez różnicy. W szkole wszystko ja wkurzało i dokładnie tak samo było w domu. Najchętniej uciekłaby gdzieś, gdzie wszyscy dadzą jej spokój.
Po co w ogóle zaczął rozmowę? Po co ją zapytał, czy wszystko okay? I dlaczego wyskoczył nagle z tym, że go się boi?
Tamara Torchia nie boi się przecież niczego.
Ale dlaczego się niby w ogóle przejmował tym, jak ona się czuje? Co on jest, psycholog?
Miała ochotę warczeć, idąc przez miasto i powstrzymała się, bo w końcu wszędzie wokół byli ludzie. Thornil wybaczał wiele dziwactw (poczynając od tych panoszących się wszędzie Medalionów), ale nie chciała sprawdzać, czy warczenie na ulicy też się do tego zaliczało.
W sobotę planowała pouczyć się tej przeklętej biotechnologii. Wkurzała ją każda część rozszerzenia, na które poszła, zmuszona przez rodzinę, chociaż dużo bardziej marzyła o profilu technicznym lub sportowym. Ale w końcu dwie starsze siostry z kliniką umiejętności specjalnych i ona miałaby nie pójść w ich ślady?
Okazało się jednak, że ich rodzinna atmosfera miała inne plany. Elio zaspał w sobotę rano na dyżur w klinice, a potem spalił połowę naleśników (spalona mięta nie jest fajna), próbując nie dać się sprowokować awanturą, którą zrobiła mu matka i nie użyć tego swojego wisiorka do rozpętania w domu tornada. Było tak głośno, że Tamara ubrała słuchawki i wyszła z domu, ignorując wszystko i wszystkich, w ostatniej chwili łapiąc buteleczkę syropu miętowego, który przełknęła w drodze na autobus.
Postanowiła pojechać do Biblioteki Uniwersyteckiej, mając nadzieję, że znajdzie tam może jakąś sensowniejszą literaturę. Niestety, na miejscu okazało się, że studenci biologii mają chyba akurat czas egzaminów, bo wszystkie miejsca przy dziale biologii były zajęte. Poczłapała dalej, ale chyba wielu studentów miało teraz egzaminy. Udało się jej znaleźć miejsce dwa działy dalej i zaklepała je póki było wolne.
Dopiero gdy usiadła, zerknęła na siedzącą po jej prawej i niemal natychmiast odwróciła się w drugą stronę, chowając się taktycznie za włosami.
Nie mogła mieć AŻ TAKIEGO pecha, prawda?
Wzięła kilka szybkich oddechów i zerknęła jeszcze raz zza włosów. Nie widziała tego wcześniej, bo podchodziła do stolika od strony jego pleców.
Tuż obok niej siedział pan lodowa księżniczka.
Zachowuj się jak gdyby nigdy nic, powtarzała sobie w myślach. Powolnymi i delikatnymi ruchami otworzyła książki, żeby nie zwrócić jego uwagi żadnym ruchem, tak jakby jej tu nie było. Wiedziała, że dzisiaj nic nie wyczyta, ale pochyliła się nad tekstem, chowając się jeszcze bardziej za włosami.
[Tamara]
Kohaku potrafił nauczyć się wszystkiego, jeśli tylko chciał. A przynajmniej tak właśnie myślał do czasu, kiedy nie zaczął uczyć się statystyki na Uniwersytecie Thornilskim. Statystyka była, jak najgorszy koszmar, jakby wspinał się po ceglanej ścianie i miał dostępne do chwycenia się tylko jakieś niewielkie szczeliny. Siedział nad tym dzień i noc i wciąż miał wrażenie, że nic jeszcze nie zrozumiał. W końcu zaczął się uczyć formułek i zdań na pamięć - może to okaże się jakimś sposobem.
OdpowiedzUsuńEgzamin zbliżał się niestety nieuchronnie, a Kohaku poza tym, że się uczył, musiał przecież dodatkowo pracować. Dlatego zarywanie nocek już nie wystarczało. Spędzał teraz każdą wolną chwilę na wkuwaniu statystyki, bo wszystko inne z jakiegoś powodu weszło mu do głowy znacznie łatwiej.
Siedział teraz pod oknem w bibliotece uniwersyteckiej i popijał już zimną taffe, którą zgarnął po drodze z pijalni Dalliang, którą mijał co rano w drodze do centrum. Przyszedł z samego rana, między innymi po to, żeby zająć dobre miejsce, z dala od innych. Na początku miało to sens, ale z każdą minutą pojawiało się tam coraz więcej ludzi i teraz to miejsce przypominało bardziej ogromnych rozmiarów taffiarnię o tematyce księgarskiej niż bibliotekę. No, ale nie zamierzał narzekać. Miał do wyboru to, albo dosłownie taffiarnię, bo w jego mieszkaniu był jeszcze ten drugi typ, którego w ogóle nie obchodziło to, że niektórzy studenci faktycznie CHCĄ się uczyć, żeby ZDAĆ to, co studiują.
Wetknął bezprzewodowe słuchawki do uszu i tak uczył się po trosze z podręcznika, po trosze z filmików w Internecie.
W końcu postanowił sobie zrobić przerwę i wyjął słuchawki z uszu. Wyjął się na krześle tak, żeby trochę rozciągnąć plecy i ramiona. Rozejrzał się dookoła i westchnął widząc te tłumy. Przerażające, co czas egzaminów robi ze społeczeństwem.
Kątem oka zauważył obok siebie burzę brązowych loków. Z czymś mu się skojarzyły z tyłu głowy, ale nie do końca wiedział z czym, dopóki po jakiejś chwili nie zobaczył twarzy dziewczyny.
Jasne, że to była ona. Ale dlaczego? Myślał, że się go bała. Po co miałaby go śledzić, jeśli tak było? Po co miałaby siadać tuż obok? Na wszystkie księżyce, chyba nie chciała go tam zamordować?
Nieprzyjemne, zimne dreszcze przeszły go na samą myśl. Nie chciał zbyt długo przedłużać swojej niewiedzy i nerwów, więc odchrząknął cicho, bo nie używał głosu, odkąd kupił taffe w Dalliang, po czym zastukał palcem w stolik tuż obok łokcia dziewczyny. Kiedy już zwróciła na niego swoją uwagę, uniósł brwi wysoko w górę i otworzył usta, ale minęło parę sekund, zanim wymyślił, co chce powiedzieć.
— Błagam, powiedz, że to tylko zbieg okoliczności — mruknął, nachylając się lekko w jej stronę. Nie chciał przeszkadzać innym studentom w nauce, ani zwracać na siebie uwagi. Poza tym miał nadzieję, że w jego przyciszonym tonie dziewczyna nie wyłapie tego, jak niekomfortowo czuł się w tej sytuacji. Wolał, żeby myślała, że jest wściekły, niż żeby widziała jego lęk. Mimo wszystko ciężko było mu w tej sytuacji nie snuć domysłów co do jej intencji. Jej zachowanie na lodowisku mogło mieć mnóstwo wyjaśnień. Ale to, że tu teraz siedziała obok niego zupełnie przez przypadek było mało prawdopodobne. Tyle wyniósł z tej nieszczęsnej statystyki.
— Haku
Serce Tamary waliło tak głośno, że zagłuszało wszystkie dźwięki z zewnątrz, a przynajmniej tak jej się wydawało, dopóki nie usłyszała szurnięcia krzesła po prawej.
OdpowiedzUsuńJakimś siedemnastym zmysłem wyczuła, że Kohaku ją zauważył i, co gorsza, rozpoznał, chociaż błagała w myślach wszystkie możliwe bóstwa i wyższe istoty, żeby tak jednak się nie stało.
Żadna jednak jej nie wysłuchała. Ewidentnie Medaliony zmyślają z tym światem duchowym. Jeśli istnieje, to czemu nigdy nie dostaje pomocy, gdy o nią prosi?
Jego dłoń znalazła się niebezpiecznie blisko jej ręki.
Wzdrygnęła się wewnętrznie i chcąc nie chcąc spojrzała szybko prosto na chłopaka, żeby skontrolować czego od niej chciał.
On jednak tylko zastukał w stół, a gdy Tamara spojrzała na niego wyczekująco, otworzył usta, ale nic nie powiedział. Dziewczyna uniosła jedną brew, już w ogóle nic nie rozumiejąc.
W końcu wydukał coś ledwie słyszalnym pomrukiem.
- Oczywiście, że to zbieg okoliczności – odszepnęła cedząc słowa przez zaciśnięte zęby i rozglądając się na boki, jakby istniało ryzyko, że wszyscy studenci nagle oderwą się od nauki i zasypią ich wszystkimi reflektorami świata.
– Myślisz, że jesteś tak wspaniały, że chodzę za tobą jak pokręcona fanka, czekając na zdjęcie, autograf i randkę na lodzie?
Zorientowała się, że od paru sekund wymachuje rękami jak typowa Roseńka. Musiała zużyć całą siłę woli, żeby uspokoić gestykulację i spanikowany ton.
- To biblioteka publiczna, zawsze tu się uczę – podsumowała pragmatycznym tonem wzruszając przy tym ramionami. Bo w domu często się nie da, dodała w głowie.
Chwyciła szybko resztkę syropu miętowego i dopiła go do końca jednym haustem, żeby dodać sobie otuchy. Otarła dłonią usta, ukrywając przy tym, głęboki wdech i wydech, których tak potrzebowała.
- Myślałam, że tacy jak ty spędzają cały dzień na piruetach a nie na statystyce. – wróciła do swojego standardowego kąśliwego tonu, zerkając wymownie na jego książki.
Nie ma to jak miła i płynna zmiana tematu.
[Tamara]
Doczekał się w końcu odpowiedzi i chociaż spodziewał się chłodu i piorunujących spojrzeń z jej strony - tego, co usłyszał zupełnie się nie spodziewał.
OdpowiedzUsuńZamrugał kilkakrotnie, marszcząc gęste, czarne brwi i skołowany, próbował się zdecydować, czy bardziej mu ulżyło, czy raczej powinien się obrazić. Ostatecznie przeważyło poczucie zakłopotania, albo raczej zażenowania, bo faktycznie, kiedy ona ujęła to w TAKI sposób, to brzmiało to idiotycznie. Przełknął ślinę i odwrócił wzrok, zirytowany, że upokorzyła go przed nim samym już w pierwszym zdaniu, które do niego wypowiedziała.
Trzeba było się w ogóle nie odzywać…
Popatrzył znów na nią niechętnie, kiedy znowu się odezwała. Tym razem ewidentnie go obraziła I nawet nie próbowała udawać, że miała inne intencje. Tak go tym wyprowadziła z równowagi, że faktycznie odezwała się w nim ta od dawna pogrzebana, dramatyczna część jego osobowości. Przez chwilę mierzył ją pełnym irytacji spojrzeniem w milczeniu z lekko uchylonymi ustami. No co za tupet!
— Po pierwsze… — odezwał się po chwili przyciszonym, poddenerwowany głosem. — Z tego co pamiętam, to jesteś tancerką, więc sama ćwiczysz piruety — zauważył trochę skołowany tą pokrętną logiką. — Po drugie, to było strasznie głupie i niepotrzebnie wredne.
Kohaku trochę się w życiu nasłuchał komentarzy na temat swojego wyglądu, drobnej budowy ciała, delikatnej twarzy. Nie wspominając już o figurówce*, która zawsze kojarzona była raczej z kobiecością i określana jako damski sport. Dlatego słowa tej dziewczyny uderzyły w jedną wrażliwą strunę, a on odebrał to jako umniejszanie jego męskości. Bo co? Nie spodziewała się, że w jego małej główce oprócz lodu i obcisłych strojów mogło zmieścić się coś jeszcze?
Miał już sobie darować i wrócić do nauki, ale jakoś nie potrafił schować dumy do kieszeni tym razem.
— I w ogóle, to właśnie że — zaczął podniesionym z nerwów tonem, na co posypały się poirytowane syknięcia innych studentów, uczących się przy stole. Przeprosił grzecznie skinieniem głowy i przyciszył głos, kiedy znowu odezwał się do dziewczyny. — Właśnie, że zachowujesz się, jak pokręcona fanka. Na chodzisz mnie poza pracą, wyszukujesz o mnie informacje w Internecie i próbujesz chamsko zwrócić na siebie moją uwagę. Jak mam to rozumieć?
Po tym słowotoku, którego sam się trochę nie spodziewał, wbił w nią wyczekujące spojrzenie i nawet nie zauważył, jak zacisnął palce w pięść na zamkniętym podręczniku do statystyki.
— Haku
[* nie wiem, czy tak się to nazywa potocznie lol]
Niepotrzebnie wredne?
OdpowiedzUsuńNo cóż, wredne to jej styl życia, mówi się trudno.
To prawda, ona też tańczyła, ale nigdy w życiu nie wykonała tak płynnego i idealnego piruetu jak chłopak wtedy na lodowisku.
Jej lewa brew podnosiła coraz wyżej z każdym kolejnym zdaniem chłopaka, które brzmiały jak wykrzyczane w desperacji, chociaż starał się używać szeptu.
Kiedy urwał, przez parę sekund milczała w zdziwieniu, z tą brwią uniesioną do granic możliwości. Naprawdę nie rozumiała tego gościa. Był emocjonalnie rozchwiany jak chorągiewka, i już zupełnie się zgubiła, o co mu chodzi.
No, i oczywiście, jak wszyscy mężczyźni, okazał się być zapatrzonym w siebie narcyzem.
Mimo woli z jej wnętrza wydobył się delikatny ironiczny chichot, bezgłośny, ale trzęsący jej całym ciałem.
- Czyli miałam rację. Naprawdę jesteś przekonany, że jesteś gwiazdą i wszystkie dziewczyny padną Ci do stóp jak tylko na ciebie spojrzą – szepnęła nawet bardziej do siebie, kręcąc głową z politowaniem.
- Słuchaj, lodowa księżniczko – wbiła w niego spojrzenie i kontynuowała słodkim tonem, na tyle na ile była w stanie to wyrazić w cichym szepcie – Powtarzam Ci raz jeszcze. Zawsze uczę się w tej bibliotece. Gdybym wiedziała, że tu będziesz to pojechałabym do biblioteki na drugim końcu Thornilu, żeby tylko cię nie spotkać. A atencji w moim życiu już miałam zdecydowanie za dużo, więc jeśli ktoś tu jej szuka, to na pewno nie ja.
Prychnęła i zarzuciła nonszalancko włosy do tyłu filmowym gestem, żeby dodać sobie animuszu.
[Tamara]
To, co mruknęła do siebie na temat jego zadufania w sobie - miał ochotę jej odparować, że ma rację. Że to prawda, że jest egoistą i gwiazdą i dziewczyny rzeczywiście padają do jego stóp. A raczej padałyby, gdyby mu na tym w ogóle zależało i jakoś się postarał.
OdpowiedzUsuńNawet nie! W Dellranie wystarczyło, żeby raczył jakąś dziewczynę uśmiechem. Kiedy machał po występie do trybun, wracały do niego w odpowiedzi piski i wyznania miłości rzucane przez wielbicielki.
Chwila, stop!
Skąd w ogóle ta chęć, żeby jej coś udowodnić? I właściwie co chciał udowodnić?
Był świadomy swojej urody i faktycznie jej słowa trochę uderzały w jego ego. Ale nigdy przed nikim się tym nie szczycił. Z taką twarzą się urodził i ciężko pracował, żeby jego ciało wyglądało tak, jak wygląda - nie zamierzał się tego wstydzić.
Ale przecież tak naprawdę wcale nie myślał o sobie w takich kategoriach. Nie był egoistą i nie zależało mu na uwielbieniu ze strony dziewczyn. Właściwie teraz, bez ciągłej uwagi odczuwał nawet jakiś rodzaj wewnętrznego spokoju.
Skąd ona wyciągała takie wnioski? Nic o nim nie wiedziała!
A z lodową księżniczką, to już przegięła...
Odwrócił na moment wzrok, żeby odetchnąć i trochę się uspokoić. Przy wydechu dmuchnął tak, żeby włosy wpadające mu do oczu odleciały na bok, ale nic to nie dało, więc dodatkowo zaczesał grzywkę do tyłu nerwowym ruchem dłoni. Po czym włosy opadły prawie że w to samo miejsce.
Patrzył na nią twardo, oddychając jakby szybciej z tych emocji, a kiedy zarzuciła włosami, sama wyglądała w jego oczach jak uprzywilejowana diva.
Wypuścił z siebie powietrze z lekkim uśmieszkiem, powodowanym absolutnym oburzeniem i niedowierzaniem.
— Nienormalna baba — skwitował, wracając do swoich książek. Nie powiedział tego na tyle głośno, żeby odebrała to jako bezpośredni atak. Ale powiedział to po halldarsku, a nie w języku han, żeby MOGŁA, w razie, gdyby chciała.
— Haku
Zaraz, co?
OdpowiedzUsuńNazwał ją nienormalną BABĄ, a potem jak gdyby nigdy nic odwrócił się i wrócił do nauki?
Zamrugała kilkukrotnie, skonsternowana, czekając na dalszy rozwój wydarzeń, ale chłopak naprawdę wrócił do nauki, przynajmniej takie sprawiał wrażenie.
Odwróciła się lekko na krześle z powrotem do swoich książek.
Uwielbiała być ignorowana, tego przecież właśnie chciała, prawda? Żeby wszyscy dali jej spokój. Zazwyczaj jednak nie dostawała tego, czego chciała, więc może dlatego teraz poczuła się tak dziwnie? Zaskoczona, że spełniło się to, czego sama sobie życzyła.
W końcu mężczyźni nigdy jej nie ignorowali.
I nigdy nie nazwali jej „babą”. To było takie… zwyczajnie chamskie, bez podtekstów i ukrytych znaczeń.
Nie pamiętała sytuacji, w której ktoś byłby dla niej tak po prostu chamski. To była zazwyczaj jej rola.
Z wściekłością na samą siebie musiała jednak przyznać, że było w tym coś, co jej się podobało. Nie sam Kohaku, bardziej jego podejście. Naprawdę wydawał się nie widzieć jej, gdy na nią patrzył – to znaczy, nie widzieć jej wyglądu, jej ciała i twarzy. Rozmawiał z nią tak, jak rozmawiałby z siedemdziesięcioletnią babcią, poza tym, że starszą babcię bardziej by szanował.
A teraz po prostu ją olał. Zignorował do reszty. Tamarę to zafascynowało i wkurzyło jednocześnie, wiedziała jednak, że dzisiaj w tej bibliotece, niczego już się nie pouczy.
Pieprzyć biotechnologię.
Wstała, zgarnęła książki szybkim ruchem i wyszła.
[Tamara]
[pewnie zobaczą się kolejny raz na lodowisku, chyba że chcesz coś tutaj dodać?]