[Wątek] Kohaku + Tamara

 Egzamin ze statystyki okazał się właśnie tak trudny, jak zapowiadał profesor. Kohaku nie udało się zdobyć wystarczającej ilości punktów i to w połączeniu z całą górą zmartwień przygniotło go, jak ogromny głaz. Jego współlokator też nie zdał wielu egzaminów, co akurat nie było niczym szokującym. Ten chłopak w ogóle się nie uczył i chyba przyjechał do Thornilu tylko po to, żeby się wyszaleć i zawrzeć tymczasowe znajomości. Niezależnie, jaki miał powód, Kohaku interesowało głównie to, że chłopak zamierzał zrezygnować ze studiów, a co za tym idzie, wyprowadzić się z ich wspólnego mieszkania i wyjechać gdzieś indziej. Szukanie kogoś na jego miejsce pewnie chwilę mu zajmie, a do tego czasu będzie musiał opłacać mieszkanie sam.
Wybłagał u szefa, aby ten dał mu trochę więcej pracy i zaczął częściej przesiadywać na lodowisku. Czasem coś posprzątał, kilka razy sprzedawał bilety, albo zajmował się szatnią publiczną, gdzie przyjmował i wydawał rzeczy osobiste gości.
Miał mniej czasu na naukę i dziękował losowi, za to, że dostał szybko ogarniający mózg, bo na szczęście nie musiał długo się uczyć większości rzeczy, by je zrozumieć. Poza tą paskudną statystyką. Obawiał się, że jej nie zda. Wtedy kolejny już plan legnie w gruzach. Jak będzie wyglądało jego życie po tylu porażkach? I czy takie życie miało sens?

Tego dnia wieczorem ostatnią grupą, którą uczył były młode tancerki, dla których te zajęcia to miała być jakaś odskocznia od zwyczajowych treningów. Sposób na poszerzenie ich horyzontów, otworzenie głowy na nowe możliwości, pokazanie, że ich ciała i mięśnie stać na jeszcze więcej.
Kohaku obserwował swoich uczniów od jakiegoś czasu i zaczynał rozumieć, że nie wszyscy postrzegają łyżwiarstwo tak samo, jak on. Właściwie te kilka lat spędzonych w tym kraju pokazało mu, że mentalność Dellrańczyków, w tym jego własna, opierała się na absolutnych skrajnościach. Był nauczony, by wybrać sobie jedną rzecz w życiu i do końca życia ją pielęgnować, aż stanie się doskonała. Halldarczycy, natomiast, często zdawali się nie przejmować niczym. Nic dla nich nie było ważne, nic nie było święte, wszystko było na chwilę i nie rozumiał wartości większości ludzi, których spotykał na swojej drodze.
Mimo wszystko zaakceptował chyba, że to on był tym innym w tłumie, tą kroplą w morzu. I chociaż nie był jeszcze do końca przekonany, czy powinien się poddać i dopasować, postanowił szanować różnorodność celów innych ludzi.
Dziewczyny z grupy tancerek wydawały się łapać jego wskazówki prędzej, kiedy ich nie obrażał, nie groził im i nie zabraniał im się dobrze bawić. Kto by się spodziewał?
Może i wyglądały na lodzie, jak niepełnosprawne pingwiny, ale przynajmniej sprawiało im to radość.
A kiedy jemu po raz ostatni jazda na łyżwach sprawiła radość?
W jego pewnych ruchach, długich ślizgach było coś kojącego. Rutyna i pewność, że ten lód pod jego stopami go nie zawiedzie, że jego mięśnie go nie zawiodą, że może polegać na sobie samym.
Zamierzał tak myśleć nawet z tym przeklętym bólem w kostce. Ostatnio zaczęła boleć mocniej i częściej ją czuł, nawet kiedy po prostu chodził. Udawał, że tego nie było, albo że ten ból był normalny i próbował o tym nie myśleć. I tak nie mógł nic z tym zrobić, a nie zamierzał rzucić łyżwiarstwa.
Na tych zajęciach był mniej krytyczny. Może jego uczennice uznały, że go złamały, albo że się po prostu poddał i stwierdził, że nic z nich nie będzie. Nie bardzo się tym przejmował. Myślał w zasadzie tylko o tym, żeby już sobie poszły.
Miał dość ludzi, dość narzekania, dość jęków i chichotów.
Tamara Torchia - w końcu zapamiętał jej imię - samą swoją obecnością działała mu na nerwy. Postanowił sobie, że nie będzie zwracał na nią uwagi. Niech sobie robi co chce. Niech się przewraca, niech się obija, niech sobie mruczy pod nosem przekleństwa, niech go wyzywa i już niech zniknie z jego głowy… Nienawidził tego, że jakikolwiek człowiek wywoływał w nim tak silne emocje, burzył jego spokój.
Do końca zajęć udało mu się nikogo specjalnie nie obrazić. Na koniec nawet stwierdził, że pogratuluje wszystkim postępów, chociaż według niego były niemal niezauważalne. Ale co się dziwić, kiedy przychodziły jeździć raz, czy dwa w miesiącu.
Grupa wyszła, a on został na lodzie. Było już późno, powinien wrócić do domu.
Do domu? Kohaku Shota nie miał domu. Spał w jakiejś klitce na dwudziestym piętrze w najgorszej dzielnicy tego miasta, z brudnym, obleśnym typem za ścianą.
Ten lód, to twój dom, pomyślał. Powinien wrócić i pouczyć się jeszcze trochę do poprawki.
Ale co za różnica, i tak tego nie zdasz, pomyślał. Nie ma szans, siedzisz nad tym od miesiąca, albo dłużej i nic się nie zmienia. I wiesz co? Już nigdy nic się nie zmieni.
Teraz już będzie tylko gorzej. Twoja szansa na dobre życie przepadła w momencie, kiedy doznałeś kontuzji. Nie ma dla ciebie miejsca w zawodach, nie ma dla ciebie miejsca w Dellranie, nie ma dla ciebie miejsca na świecie.
Jesteś stary, mały i słaby.
Nie ma dla ciebie miejsca.

Wetknął w uszy słuchawki bezprzewodowe i włączył pierwszy lepszy utwór. Był głośny, emocjonalny, szybki. Kohaku odjechał tyłem na środek lodowiska i odetchnął parę razy z zamkniętymi oczami. Potem ruszył. Sunął, płynął w powietrzu. Skakał i odkręcał się, wił i wykręcał, jakby chciał wyrzucić z siebie wszystkie te straszne myśli.
Dlaczego nagle były takie głośne? To nie miało sensu.
To życie nie miało sensu.
Do czego ogóle dążył? Do pracy w korporacji? Do siedzenia za biurkiem, przed komputerem i starzeniem się w samotności? Był skazany na związywanie końca z końcem samemu, bo kto by go chciał?
Kohaku Shota poza sprawnym ciałem nie ma w sobie nic do kochania. Kilka mięśni, ładna buzia i zepsute wnętrze. Zero umiejętności społecznych, zero empatii. Nie potrafisz kochać, więc jak możesz oczekiwać, że ktoś pokocha ciebie?
Ale czy to komuś potrzebne? Mógł zostać sam. Samotność nie jest niczym złym. Po prostu się zamknij,
schowaj,
nie pozwól, żeby ktoś zobaczył, co masz w środku. A potem…
— Zdechnij!

Ta ostatnia myśl zabrzmiała w jego głowie tak, jakby ktoś walnął go obuchem w potylicę. Stracił kontrolę, pośliznął się i upadł całym ciałem na lód. Przejechał na plecach ze trzy metry i zatrzymał się pod bandą.
Ból. Bolało go wszędzie, ale w szczególności kostka, głowa i lewa łopatka.
I może tak miało być, może miało go boleć.
Zasługiwał na to, prawda?

Kohaku tego nie widział, ale stała nad nim pochylona sylwetka istoty, która ludzki miała tylko kształt. Patrzyła na niego spokojnie i zadowolona, napawając się jego cierpieniem. Syciła się widokiem jego pięknych łez, roztrzęsionego ciała, złamanego ducha. Ból fizyczny był smaczny, ale główne danie to ten wypływający z niego żal. Jego dusza się nim krztusiła.
Już prawie, pomyślał demon.
Potem przeniósł spojrzenie zimnych, zachłannych oczu w kierunku dziewczyny, która oglądała cały ten epicki upadek niedoszłej gwiazdy łyżwiarstwa. Istota uśmiechnęła się jeszcze troszkę. Wyglądało na to, że dwa połamane ludzkie zwierzęta coś do siebie ciągnęło i hegemon widział w tym potencjał na tragedię.
Dobij go, mała.

— Haku

15 komentarzy:

  1. Wbrew obawom Tamary, na kolejnym treningu, na który w końcu zdecydowała się przyjść, Kohaku całkowicie ją ignorował. Wydawał się być zresztą zupełnie inny niż miesiąc wcześniej, na ich pierwszych zajęciach na lodowisku. Wtedy był chamski i komentował wszystko co tylko było do skomentowania. Teraz odzywał się tylko wtedy, gdy było to absolutnie konieczne. Był totalną zagadką.
    Mężczyźni. – westchnęła bezgłośnie i przewróciła oczami sama do siebie.
    Postanowiła go również zignorować, co było trudne, bo co chwilę zarządzał inne ćwiczenie i musiała go uważnie słuchać. W końcu tak się zgrzała, że musiała zdjąć bluzę, czego zapomniała zrobić wcześniej, w szatni. Rzuciła ją na najbliższą ławkę poza bandą i kontynuowała trening, cały czas w napięciu i gotowości na nieprzewidzianą sytuację zagrożenia. Nic takiego jednak się nie stało.
    Jej koleżanki za to doprowadzały ją do szału, chichocząc jaki to przystojny jest Dellrańczyk.
    - Podzielimy nim się prawda? – dyskutowały konspiracyjnym szeptem, gdy chłopak był po drugiej stronie lodowiska.
    Tamara przewróciła oczami. Czasami miała wrażenie, że dalej jest w podstawówce. Może powinna zrezygnować z tego tańca.
    Zajęcia dobiegały końca i tym razem obyło się nawet bez zostawania po nich na karne dziesięć minut, więc razem z innymi dziewczynami ruszyła do szatni, zmęczona po dwóch godzinach trenowania. Z ulgą zsunęła łyżwy ze stóp i wróciła do normalnych butów. Wyciągnęła plecak chcąc jak najszybciej wrócić do domu, gdy przypomniało jej się, że zostawiła bluzę.
    Do jasnego Rogha. Musiała tam wrócić. A pewnie Kohaku tam dalej był.
    No trudno. Da sobie radę. Podeszła do drzwi.
    - Czekać na Ciebie, Tami?
    - Nie spoko, muszę jeszcze wrócić po bluzę.
    - To widzimy się w sobotę?
    No tak, impreza. Kiwnęła głową, a dziewczyny pomachały jej na pożegnanie i wyszły. Wzięła głęboki wdech i otworzyła drzwi prowadzące na halę z lodowiskiem.
    Niemal natychmiast ją zamurowało.
    Kohaku śmigał po lodzie, jakby grawitacja nie istniała, a sam jakby nie miał kości ani mięśni. Ale nie było to pełne gracji i spokoju, z jakim kojarzyły jej się występy łyżwiarzy figurowych. Wydawał się być pełen emocji, chociaż Tamara nie była w stanie odczytać czy była to wściekłość, zrozpaczenie czy jeszcze coś innego. Mimo wszystko widząc ten układ, pomyślała, że w jakiś sposób opisywał to, jak czuła się ona sama.
    Nagle runął jak długi na lód.
    Dziewczyna zakryła ręce dłonią, przestraszona. Siła upadku sprawiła, że chłopak przejechał bezwładnie dobre parę metrów po lodzie.
    Odczekała kilka sekund, ale się nie ruszał.
    Czy uderzył głową w bandę albo lód?
    Dlaczego do jasnego Rogha się nie rusza, czy to jakaś pułapka na nią?
    A może po prostu zemdlał?
    Co on jeździć nie umie, że się tak przewraca? Trzeba było nie jeździć tak szybko. Popisywał się, to ma za swoje. Może zobaczył ją i chciał jej zaimponować?
    A może potrzebuje pomocy?
    Jej pomocy? Po tym jak ją potraktował?
    I co niby ma zrobić, podać mu rękę i pomóc wstać? Po jej trupie.
    A jeśli ma wstrząs mózgu?
    A jak niby ona może mu pomóc, wziąć go na plecy i zanieść do szpitala?
    Może uciec i udawać, że jej tu nie było?
    A może naprawdę chłopak próbuje ją nabrać i gdy do niego podejdzie, to ją dopadnie i skrzywdzi?
    Może powinna go wykiwać i udowodnić mu, że nie z nią takie numery?
    A jeśli nikt inny tu nie przyjdzie i mu nie pomoże?
    Miała wrażenie, że jej głowa zaraz wybuchnie od tych przekrzykujących się myśli. Może powinna zbadać się na schizofrenię.
    Do jasnego Rogha, mogła nie wracać po tą przeklętą bluzę.
    Chłopak dalej się nie ruszał.
    - Hej. – powiedziała w końcu stanowczo, a przynajmniej taki był cel, bo głos się jej załamał ze stresu. Założyła ramiona na siebie, wkurzona na te wszystkie głośne myśli, na przeklętych dellrańskich łyżwiarzy, na całą sytuację i na to, że to ona musi sobie w niej jakoś radzić.
    - Hej. – powtórzyła zdecydowanie, podchodząc do bandy.
    - Słyszysz mnie?

    [Tamara]

    OdpowiedzUsuń
  2. Leżał na plecach, z trudem łapiąc oddech. Nie z powodu upadku. Coś się działo w jego wnętrzu i przerażało go to. Nigdy wcześniej nie miał tego typu myśli. Nie, miał, oczywiście, że miał. Poczucie bezsensowności życia, bezcelowości istnienia już od jakiegoś czasu to odczuwał, chociaż nigdy wcześniej tak intensywnie.
    To było straszne.
    On na prawdę tego chciał, chciał umrzeć. Nagle koniec wydał się możliwy, a śmierć tak bardzo realna, jak jeszcze nigdy przedtem. Był kompletnie sam, nikt nie mógł mu pomóc, nikt się nim nie przejmował i dla nikogo się nie liczył. Gdyby umarł, rodzice dowiedzieliby się za kilka dni i uznaliby to za kolejną porażkę. Bezużyteczny chłopak, jedyne, co przyniósł rodzinie, to hańba.
    Po jego policzkach płynęły łzy, a panika narastała z każdą sekundą. Wydawało mu się, że już bardzo dawno temu jego serce przestało bić, ale teraz czuł jak waliło mu w piersi, jakby miał dostać zawału.
    Wtedy usłyszał jakiś głos. W jednym uchu nadal miał słuchawkę, druga mu gdzieś wypadła. Muzyka nadal płynęła, i jej złowrogi rytm napawał go lękiem.
    “Hej. Słyszysz mnie?”
    Znał ten głos, ten nerwowy ton. Przekręcił głowę w bok i zobaczył Tamarę.
    Jęknął gardłowo, odwracając głowę w przeciwnym kierunku. Oczywiście, że to musiała być ona, kto inny mógłby się bardziej ucieszyć, widząc jego atak paniki i jak wije się z bólu na lodowisku?
    Chciał jej powiedzieć, żeby stamtąd spadała i zostawiła go w spokoju, ale nie potrafił wydobyć siebie głosu. Nie był w stanie ruszać lewą ręką, więc uniósł prawą do twarzy i zębami zdjął oblodzoną rękawiczkę. Roztrzęsioną dłonią otarł policzki z łez i przełknął ślinę z trudem. Że też ta mała, wredna jędza musiała się tu po coś wrócić. Mogłaby go teraz nagrać, wrzucić do Internetu filmik, ukazujący jak nisko upadł sportowiec, który miał być dumą Dellranu.
    Spróbował się obrócić i podnieść do siadu, ale udało mu się jedynie przewrócić na bok, plecami do dziewczyny.
    Naprawdę jesteś do niczego, Haku… No już, wstawaj!

    — Haku

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnie. To ona się przejmuje sytuacją i tym, że gość miał wstrząs mózgu, a ten jęczy na jej widok.
    Tamara już miała się wkurzyć i sobie pójść, gdy zobaczyła dłoń chłopaka ocierającą coś spod oczu.
    Łzy?
    Znowu zamarła. Poza swoim bratem nie widziała nigdy płaczącego chłopaka i nie wiedziała zupełnie, jak się odnaleźć w obecności męskich łez.
    Może dalej gra w pozory i chce mnie zwabić w jakąś pułapkę?
    A może to z bólu, bo sobie coś złamał?
    A może uznajmy, że dobrze mu tak i niech ma za swoje?
    Potrząsnęła głową, usiłując przegonić myśli. Coraz bardziej była wkurzona, że w ogóle takie sytuacje jej się przytrafiają. Głupi los.
    Kohaku przewrócił się na bok i znowu przestał się ruszać. Chyba naprawdę sobie coś złamał.
    "Ale przecież nie pomogę mu wstać", pomyślała. Musiałaby podać mu rękę. Dotknąć.
    Otworzyła bandę i weszła ostrożnie na lód. Na szczęście była zima i miała zimowe trapery, a nie adidasy.
    Przykucnęła w bardzo dużej odległości od chłopaka.
    - Dasz radę wstać? Czy mam zadzwonić po karetkę?

    [Tamara]

    OdpowiedzUsuń
  4. Wyciągnął słuchawkę z ucha i wyrzucił ją byle gdzie. Twarz miał dosłownie kilka centymetrów od bandy, mógłby sięgnąć ręką w górę, złapać się i podciągnąć, ale nie tą ręką.
    Wtedy usłyszał jej głos po raz kolejny, tym razem znacznie bliżej. Zerknął przez ramię. Przykucnęła zdecydowanie za daleko, żeby mu pomóc, więc po co w ogóle się zbliżała? Odwrócił głowę z powrotem do bandy a potem przycisnął czoło do powierzchni lodowiska.
    — Dlaczego ciągle tu jesteś — wyszeptał z zaciśniętymi powiekami. Nie oczekiwał że go usłyszy, właściwie nie wiedział po co się w ogóle odzywał. Marzył o tym, żeby ten lód się rozstąpił i go pochłonął. Nie mógł nawet w spokoju przejść załamania nerwowego, ciągle ktoś musiał go męczyć. Ona! To zawsze ona, ta stuknięta dziewczyna!
    Przyszła tu i się gapi zamiast podać mu rękę, albo zawołać kogoś, albo mieć wywalone i sobie iść! Dlaczego nadal tam była?
    Chłopak zacisnął szczęki i zmusił się do użycia obydwu rąk, żeby podnieść się na kolanach. Czuł się trochę, jak ranny pies, kiedy Tamara przyglądała mu się z daleka w takim momencie. Jakby miał za chwilę się na nią rzucić i pogryźć. Upokarzające i wkurzające.
    Chciał się podnieść i usiąść na kolanach, ale wtedy naciskałby na kostkę, a ta cały czas pulsowała przeszywającym bólem. W końcu westchnął ciężko i jakimś cudem obrócił się tak, żeby usiąść tyłkiem na lodzie i oprzeć się o bandę plecami. Albo przynajmniej prawym ramieniem.
    Wbił spojrzenie w dziewczynę kucającą kilka metrów przed nim. Oddychał już spokojniej, chociaż nadal głęboko i z trudem.
    Wtedy do niego dotarło, że lęk już go nie trzyma za gardło, a teraz jedyne, co czuje, to obite ciało i niechęć do tej dziewczyny.
    Wow. Tak strasznie go wkurzała, że odgoniła jego panikę. To chyba zasługiwało na jakieś wyróżnienie.
    Wzniósł oczy do sufitu z głębokim westchnieniem, a potem przetarł czoło z przyklejonego do niego śniegu. Kiedy popatrzył znowu w kierunku dziewczyny, zmierzył ją wzrokiem i zmarszczył brwi.
    — Idź stąd, Tamara — powiedział zmęczonym głosem, wskazując podbródkiem wyjście z hali. — Nic ciekawszego już tu nie zobaczysz.
    Chciałby brzmieć groźniej, ale nie miał na to siły. Właściwie czuł też jakiś rodzaj wdzięczności za to, że tam była. Odwracała jego uwagę od gorszych rzeczy. Trochę miał nadzieję, że zostanie jeszcze chwilę i podrażni się z nim, żeby mógł całkiem zapomnieć o tym, co przed chwilą się z nim stało.

    — Haku

    OdpowiedzUsuń
  5. - Gdybym chciała zobaczyć coś ciekawego, to prędzej patrzałabym na sufit niż na ciebie. – wyrwało jej się, zanim zdążyła pomyśleć. Co za arogancki buc! Przez ostatnią minutę ignorował ją, jęczał pod nosem i gramolił się, aż w końcu udało mu się podnieść i usiąść. Była pewna, że coś mu się stało, skoro miał taki problem ze wstawaniem. Teraz siedział naprzeciwko, z wbitym w nią zirytowanym wzrokiem i najwyraźniej miał problem o to, że jakkolwiek się przejęła stanem jego mózgu.
    Przewróciła oczami, wstała i założyła ramiona na siebie.
    - Pytam ostatni raz, czy mam dzwonić po pogotowie, bo zdaniem nie wyglądasz jakbyś był w stanie sam wstać i wrócić do domu.
    [Tamara]

    OdpowiedzUsuń
  6. Gdyby nie był tak zdezorientowany i zmęczony tym wszystkim, pewnie parsknąłby śmiechem na jej uszczypliwy komentarz. Teraz tylko odwrócił wzrok i po prostu oddychał. Po tym, co później powiedziała zaczął się zastanawiać. Może wszystkie jego podejrzenia co do niej w gruncie rzeczy były niesłuszne. Zbyt wiele mu się w niej nie zgadzało. Nie widział nigdy, by go nagrywała, a kiedykolwiek znajdywali się gdzieś sami wyglądała na kompletnie wściekłą, jakby to była jego wina, że ciągle musiała na niego patrzeć. Poza tym, gdyby faktycznie chciała zniszczyć jego życie, pewnie zostawiłaby go tam zwyczajnie, a nie proponowała wezwanie karetki.
    Jego spojrzenie złagodniało, kiedy znowu na nią popatrzył. Po chwili wahania pokręcił głową.
    — Poradzę sobie — powiedział. — Bywało gorzej...
    Dobra, czyli zdecydował się zrezygnować z wojny. Chyba poważnie się starzeje. Popatrzył na swoją kostkę i spróbował nią poruszyć. Bolało, ale chyba nie bardziej niż mógł znieść.
    — Możesz tylko... — zerknął na nią i się zawahał. Proszenie o pomoc nie było jego mocną stroną, ale lepsze to niż wzywanie karetki. Westchnął. — Tam za trybunami stoi stojak do nauki dla początkujących. Możesz mi go przynieść?
    Siedział dosłownie na przeciwko bramki wyjściowej. Nie dałby rady tam podjechać z tą kostką, znał swoje możliwości aż za dobrze. Mógłby się tam doślizgać, przytrzymując się bandy, ale wtedy musiałby objechać lodowisko w koło. Mógłby też oprzeć się na Tamarze, ale po pierwsze chyba aż tak nie mógłby jej zaufać (ona nawet na łyżwach ledwo stała na lodowej nawierzchni, a co dopiero w traperach), a poza tym ona chyba prędzej by się na niego zrzygała niż na to pozwoliła.

    — Haku

    OdpowiedzUsuń
  7. Sama siebie nie poznawała. Nie mogła uwierzyć w to, że wciąż tam jest i dalej pomaga Kohaku.
    „To chłopak, uciekaj!” krzyczała panika w jej wnętrzu, ale wiedziała, że chwilowo utknęła w sytuacji. Westchnęła w duchu, sfrustrowana na samą siebie. Jakim cudem z własnej woli przebywa z innym chłopakiem sam na sam? Ten gość miał na nią zdecydowanie dziwny wpływ. Mimo to, nie wyglądał jakby był nią zainteresowany w jakikolwiek sposób. Irytowała go, to było widoczne jak na dłoni.
    Zauważyła, jak mierzył wzrokiem swoją kostkę. Może to przez tą kontuzję, o której czytała? Może przez to się tak nagle przewrócił?
    Poprosił ją o przyniesienie stojaka. Na szczęście nie wpadł na pomysł żeby poprosić ją o pomoc przy wstawaniu.
    Spróbowała wyciszyć myśli pełne lęku, chociaż z mizernym skutkiem, i wróciła ze stojakiem na lód. Postawiła go ostrożnie obok chłopaka i od razu cofnęła się o parę kroków, dając mu przestrzeń do tego, by sam się podniósł.
    Czy to już moment, w którym mogłaby sobie iść?
    Zanim zdążyła pójść za tą myślą, usłyszała swój własny głos:
    - Czy to kostka?
    Naprawdę już nie poznawała samej siebie.
    [Tamara]

    OdpowiedzUsuń
  8. Ku jego uldze i zaskoczeniu Tamara posłuchała jego prośby i faktycznie przyniosła mu ten stojak. Dziwnie się czuł z tą nową dynamiką między nimi.
    Przysunął stojak do bandy obok siebie i sam spróbował podciągnąć się zdrową ręką w górę, zapierając się jednocześnie zdrową nogą o podłoże. Zacisnął szczęki i powieki, napiął wszystkie możliwe mięśnie, a potem wstał.
    No, nie było tak źle, jak myślał, że będzie. Nie zamierzał, jednak, testować kostki, więc tę nogę trzymał lekko zgiętą w kolanie. Pokręcił szyją, lewym obitym ramieniem, powstrzymując syknięcie z bólu, a wtedy dziewczyna zapytała, czy to przez kostkę. Domyślał się, że chodziło o jego upadek.
    Popatrzył na nią, chwytając za stojak.
    — Myślałem, że już wszystko o mnie wiesz — powiedział, nieco gorzkim tonem, chociaż w jego oczach błysnęło coś w rodzaju iskierek rozbawienia. Bo po co zadawała takie pytania, skoro wydawało jej się, że przejrzała go na wylot, że wie, co mu siedzi w głowie i doskonale zna takich, jak on?
    Ale tak na prawdę, to czy tym razem to była wina kostki? Nie, teraz to było coś innego. Wywaliło go z jego sportowego transu, a może w ogóle nie udało mu się w niego wejść. Był rozkojarzony, miał w sobie za dużo emocji…
    — Tak, to kostka — odpowiedział w końcu, nie do końca zgodnie z prawdą. Chociaż na koniec dnia kostka i tak ucierpiała, to nie ona była powodem upadku, tylko jego mózg.
    Chwycił stojak obiema rękami i przeniósł na nie ciężar ciała, wspomagając się tylko jedną nogą. Widać było po jego twarzy, że każdy ruch sprawia mu ból, chociaż starał się to ukrywać.
    — Kilka lat temu miałem wypadek — powiedział. — Kontuzja co jakiś czas się odzywa.

    — Haku

    OdpowiedzUsuń
  9. „Myślałem, że już wszystko o mnie wiesz”?! Poważnie? Czy ten gość spotkał w swoim życiu kogokolwiek poza psychofanami, jakąkolwiek normalną osobę?
    Już otworzyła usta, żeby odparować jakimś chamskim komentarzem, ale Haku wyprzedził ją, potwierdzając jej wcześniejsze przypuszczenia. Czyli internet tym razem nie kłamał. Była kontuzja.
    Nie podobało jej się jednak, że przestał być chamski. Jego ton zrobił się łagodniejszy. Przypomniał się jej łagodny ton Liama, i Samuela… i Melvina… zanim…
    Przymknęła oczy i cofnęła się mimowolnie o krok, całą siłą woli wypierając strach, panikę i tamte wspomnienia.
    Kostka, kontuzja, lód. Skup się na rzeczywistości, Tamara.
    - Moje siostry mają klinikę. – włączyła tryb „słowotok”, żeby zakryć powracający lęk. – Talizmed. Medycyna mutacji genetycznych. Możesz sobie zobaczyć później. Może mogłyby coś zrobić z tą kostką.
    Właściwie czemu ona jemu chciała pomóc? I czy polecanie mu kliniki w ogóle było pomocą? Tamara samej sobie nie zafundowałaby w życiu mutacji genetycznej, nawet gdyby miała kontuzjowaną kostkę i już na pewno nie w Talizmedzie. Nie chodziło o złe wyniki kliniki, bo Grecie udawało się praktycznie wszystko, za co się wzięła i miała naprawdę dobre opinie, ale… jej siostry były dziwne i ona sama ich nie lubiła. Nie chciałaby w życiu spędzić z nimi kilku tygodni.
    - Albo i może by nie mogły. Wiesz co, lepiej nie, zapomnij, że cokolwiek ci mówiłam.– słowotok trwał. – A ja w sumie muszę już iść, cześć.
    Złapała bluzę i ruszyła w stronę wyjścia.

    [Tamara]

    [Haku może ją zawołać i zatrzymać, i jeszcze pogadają albo nie i może albo poczytać sobie o tej klinice i do niej pójść (i tam spotka Elio) albo może też być tak, że na kolejnych zajęciach Federica przyjedzie po Tamarę i pogada z Haku – jak wolisz]

    OdpowiedzUsuń
  10. Klinika mutacji genetycznych?
    Kohaku przez te kilka sekund, kiedy Tamara wylewała z siebie informacje, stał kompletnie zagubiony. Dopiero, kiedy oddaliła się pospiesznie zaczął do niego docierać sens tego, co powiedziała.
    Klinika mutacji genetycznych.
    Jego całe życie zbudowane było na przekonaniu, że ciało może i powinno być doprowadzone do perfekcji. Zwłaszcza jego ciało. Potem jego życie legło w gruzach, bo okazało się, że ten fundament nie jest taki pewny, jak mogłoby się wydawać, albo jak przekonywali go ludzie wokół.
    To byłoby takie proste - zapłacić, przejść zabieg i mieć nadnaturalne umiejętności. Tylko, że te umiejętności automatycznie wykreśliłyby go z listy ludzi. Straciłby to człowieczeństwo, które było dla niego tak istotne. Wtedy wszystko, do czego zdolne byłoby jego ciało nie byłoby już tylko zasługą jego ciężkiej pracy i silnej woli, ale też innych ludzi, technologii i pieniędzy.
    Poczuł dziwny ucisk w klatce piersiowej. Poczuł się urażony i poniżony.
    Uczucie to trwało jednak tylko moment, bo zraz pojawiła mu się nowa myśl; czy ta dziewczyna chciała mu pomóc? Czy po prostu w kolejny sposób chciała mu pokazać, jak bardzo żałosny był w jej oczach?
    Cokolwiek miała na myśli nie zdążył nawet porządnie przemyśleć swoich uczuć i odpowiedzi, bo dziewczyna zgarnęła swoją bluzę i uciekła z hali.
    Kohaku dokuśtykał do wyjścia z lodowiska, zdjął łyżwy i przytrzymując się co chwila barierki, ściany, albo drzwi, w końcu dotarł do szatni, zabrał swoje rzeczy i udał się do domu, zamawiając uprzednio taksówkę.

    Z jakiegoś powodu rozmyślał o tej klinice częściej, niż mógłby się po sobie spodziewać. Z początku towarzyszyły temu pogardliwe prychnięcia pod nosem i ciche komentarze typu “prędzej odkroję sobie stopę łyżką”. Potem jednak zaczął się zastanawiać, czym zajmują się takie kliniki i czy byłoby to możliwe, żeby jakąś operacją naprawili jego zakończenia nerwowe i naruszone ścięgna.
    Raz nawet przeszukał Internet, próbując znaleźć informacje na temat różnego rodzaju szpitali, klinik i centrów badawczych nad mutacjami. Odkrył, że w Halldarze takie super moce nazywane są umiejętnościami specjalnymi i należy je zarejestrować w urzędzie. Każde użycie takiej umiejętności w miejscu publicznym jest monitorowane, a wszelkie nadużycia odpowiednio karane. Ponadto przejście zabiegu, a właściwie serii zabiegów i treningów przygotowawczych, a później dostosowujących jest niezwykle trudne i bolesne. I drogie.
    Uznał, że to nie dla niego.
    Jednak za każdym razem, kiedy jego kostka zabolała odrobinę mocniej niż zwykle, w jego głowie pojawiało się słowo “klinika”, niczym żarówka.

    — Haku

    [Możemy zrobić tą opcję, że Federica przyjdzie po Tamarę na zajęcia i w tedy pod wpływem impulsu Haku się zdecyduje spróbować, albo nie wiem, chociaż pogadać o tym, co one mogą z nim zrobić. I wtedy Haku pójdzie do tej kliniki i tam spotka Elio, a on zrobi coś, może powie, albo użyje jakoś daru, albo Kirian przez niego przemówi, że to w jakiś sposób poruszy Haku i jednak on zrezygnuje z tej mutacji i coś duchowego się w nim w końcu zacznie.]

    OdpowiedzUsuń
  11. Z ulgą zeszła z lodowiska tydzień po ostatniej sytuacji z upadkiem Haku. Tym razem pilnowała, żeby na niego wcale nie patrzeć i żeby wziąć ze sobą bluzę. Poprzednio zrobił się zdecydowanie zbyt miły i to było niebezpieczne. Wpakowała sobie w uszy słuchawki, mając zamiar uniknąć rozmów ze wszystkimi koleżankami, ale tuż za drzwiami budynku wpadła na swoją starszą siostrę.
    - Federica? – uniosła brew. Co ona niby tu robiła?
    - Tamarka, słońce, mama zaproponowała, żebyśmy odebrali cię z Noah, bo ostatnio strasznie późno wracasz, a Noah akurat miał coś do załatwienia tu w okolicy.
    - Mogę wrócić do domu sama. Wolałabym być sama.
    - No to właśnie, co będziesz jeździć tą zatłoczoną komunikacją. Noah kupił ostatnio fantastyczne auto, zeszłoroczne, nówka sztuka, jasna skóra w środku, głośniki mają tak wspaniałe basy…
    Tamara zacisnęła powieki.
    - Słuchaj. – powiedziała ostro. – Byłam tu na treningu łyżwiarskim. Mega bolą mnie stopy i jak ich natychmiast nie rozchodzę przy dłuższym spacerze…
    - Och! – Federica roztopiła się w ekscytacji jak makaron we wrzątku. – Łyżwy! Muszę koniecznie iść pooglądać, wieki nie widziałam łyżwiarzy!
    I nie pytając w ogóle Tamary o zdanie, wmaszerowała do budynku jakby była właścicielem tego miejsca. Tamara przez parę sekund stała w miejscu próbując przetrawić to do jakiego stopnia jej siostra była odklejona.
    Usłyszała klakson. Noah opuścił szybę w samochodzie niedaleko.
    - Gdzie Fedi?
    Wzdrygnęła się. Czy on musi wymyślać wszystkim nienormalne zdrobnienia imion?
    - Poszła do środka.
    - Chcesz poczekać w aucie?
    Sama w aucie z typem jej siostry, który nieraz ogląda się na jej drugą stronę? Prędzej wbiegłaby w huragan.
    - Pójdę ją pospieszyć. – odparła szybko.
    Federica stała za bandą lodowiska na którym jeździł Haku, oczywiście popisując się jak miał w zwyczaju po każdych zajęciach.
    Sto razy bardziej wolałaby w tej chwili wracać tu po bluzę niż po Federicę.
    Zanim zdążyła wyciągnąć siostrę po angielsku z budynku, tamta zaczęła klaskać brunetowi, który dopiero wtedy ją dostrzegł i chyba lekko się przestraszył.
    - Wspaniale! Co za gracja! Co za zwinność! – zachwycała się Federica.
    Tamara przejechała ręką po twarzy. To nie skończy się dobrze.

    [Tamara]

    OdpowiedzUsuń
  12. Przez tydzień Kohaku starał się odciążać kostkę tyle na ile był w stanie. Kiedy przyszedł czas na kolejne zajęcia z grupą Tamary, zauważył, że unikała w ogóle patrzenia w jego kierunku. Rzucało się to o tyle w oczy, że reszta grupy zaczynała się przy nim czuć coraz swobodniej. Niektóre z dziewcząt po wykonywanych ćwiczeniach spoglądały na niego z nadzieją w oczach, albo jakimś oczekiwaniem, że może je pochwali. Na to było zdecydowanie za wcześnie, ale od czasu do czasu kiwnął głową na znak aprobaty. Ku jego zdziwnieniu wywoływało to uśmiech na twarzach dziewczyn. Może nie potrafił tego pojąć, bo sam nie miał w intencji pochwały, tylko sygnał, że ćwiczenie wykonane zostało prawidłowo. W każdym razie, to pozwoliło mu zauważyć, jak bardzo Tamara odstawała od grupy. Nie ćwierkała z koleżankami, nie uśmiechała się i choć nie buntowała się jakoś specjalnie, to sama jej postawa ciała i atmosfera wokół niej była po prostu inna. Nawet jeśli zatrzymywała się blisko innej z dziewczyn, zachowywała określony dystans. Pewnie sama tego nie była świadoma, bo wyglądało to dość naturalnie, chociaż za każdym razem sytuacja się powtarzała. Kohaku połączył to w głowie z jej nienawistnym spojrzeniami, które mu rzucała, z unikaniem go, objeżdżaniem niepotrzebnym okręgiem. Chyba faktycznie bała się bliskości innych ludzi - zwłaszcza obcych.
    Zajęcia dobiegły końca, a grupa zeszła z lodowiska. Ich trenerka powiedziała, że powoli dostrzega owoce tych dodatkowych zajęć na jej głównych treningach tanecznych i że jest zadowolona z jego pomocy. Chłopak skinął lekko głową w podziękowań i pożegnał się ze wszystkimi.
    Został na lodowisku sam, jak zwykle o tej porze. Był już przyzwyczajony, że ma teraz czas i całe lodowisko dla siebie i z jednej strony nie wyobrażał sobie teraz ot tak po prostu wrócić do mieszkania, w którym zawsze czuł się obco. Z drugiej strony, jednak, wiedział, że jego kostka nie jest jeszcze w idealnym stanie i nie dałby rady wykonać swojego ulubionego programu.
    Snuł się przez chwilę, sunąć powoli po lodzie. Z boku mogło to nawet wyglądać, jakby spał na stojąco. Po chwili uznał, że dawno już nie jeździł tak po prostu dla relaksu, więc… po prostu nie przestawał się snuć. Jego ciało w końcu podłapało, że najlepiej po prostu poddawać się grawitacji. Tam gdzie go przechylało, tam skręcał, obracał się płynnie, opadał i podnosił się, jakby nagle zamienił się w foliową torebkę, poruszaną przez wiatr wokoło. Nie było tu miejsca na żadne skoki i intensywne piruety - tylko on, lód i powietrze. A także jego serce, które teraz biło tak szybko, jakby nagle na nowo zakochał się w tej sztuce. Tym tańcu - bo tak to trzeba było nazwać tym razem.
    Ta intymna atmosfera, w której się znalazł i którą sam wokół siebie wytworzył została nagle przebita na wskroś głośnym klaskaniem, niosącym się echem po hali, po którym nastąpiło głośne zachwalanie go.
    Kohaku obrócił się w kierunku, z którego dochodził aplauz i zobaczył dorosłą kobietę w towarzystwie… Tamary. Szybko wyłapał, że nie była ona zadowolona z zaistniałej sytuacji. Chłopak przez chwilę stał tam, oddychając ciężko i mieląc rzeczywistość swoim wyrwanym z transu umysłem. W końcu stanął prosto i ukłonił się lekko i zgrabnie. Może nie był to zaplanowany występ, ale publiczności należało się okazać wdzięczność, szczególnie jeśli aż tak się podobało.
    Miał nadzieję, że kobieta odejdzie zaraz odciągnięta przez Tamarę, kimkolwiek dla siebie były. Tak się jednak nie stało i kiedy skierował się powolnym sunięciem w stronę bramki, aby zejść z lodowiska, kobieta skierowała się szybkim krokiem w jego stronę, a za nią powlokła załamana dziewczyna. Kohaku nałożył na ostrza swoich łyżew płozy leżące na ławce niedaleko akurat w momencie, kiedy dotarły do niego.

    — Haku

    OdpowiedzUsuń
  13. Widziała spojrzenie Haku, którym zmierzył najpierw jej siostrę, a potem ją. Marzyła, żeby zapaść się pod ziemię, ale nie było już co udawać – wyglądały jednak jak siostry, nawet pomimo tego, że Federica uparcie prostowała swoje włosy.
    Haku jednak odnalazł się w roli przedmiotu uwielbienia nowej psychofanki, bo nawet się ukłonił.
    - Diwa. – mruknęła Tamara, sama do siebie, i przewróciła oczami.
    Potem jednak brunet zszedł z lodowiska z zupełnie innej strony, żeby zdjąć łyżwy, nie zwracając na nie więcej uwagi. Federica zdecydowanym krokiem ruszyła za nim, a Tamara powlokła się za nią, nie mając za bardzo innego wyjścia. Stanęła jednak w pewnej odległości, żeby zaznaczyć, że nie ma nic wspólnego z sytuacją.
    - Witam. Nazywam się Federica Torchia. – siostra Tamary wcisnęła Haku wizytówkę i kontynuowała zdecydowanym i profesjonalnym tonem. Tamara była wdzięczna, że przynajmniej nie trajkotała jak nastolatka, co zazwyczaj robiła w domu. – Prowadzę klinikę mutacji genetycznych Talizmed, pracujemy obecnie nad umiejętnością specjalną zwinności i szukamy chętnych do udziału w programie. Muszę powiedzieć, że zrobiłeś na mnie duże wrażenie twoją obecną zwinnością – Federica uśmiechnęła się lekko. – Szukamy osób takich jak ty nie dlatego, że tej umiejętności ci brakuje, ale właśnie dlatego, że masz ją tak wysoko rozwiniętą. Z drobną pomocą genetyki byłbyś jak bóg lodowiska.
    Tamara chowała się za założonymi rękami, nie wiedząc, co o tym wszystkim myśleć.
    - Przemyśl. – mówiła dalej Federica. – I najlepiej odwiedź nas w klinice. Wtedy będziesz mógł zobaczyć wszystko osobiście. Stypendium za udział w programie wynosi 5000 nekke.
    Zrobiła pauzę, pewnie po to, żeby kwota dobrze wybrzmiała. Zaraz jednak dodała:
    - Może chciałbyś zapytać o coś od razu?
    Tamara jęknęła wewnętrznie.
    [Tamara]

    OdpowiedzUsuń
  14. [Ej Federica jest tylko 4 lata starsza od Haku 👀]

    Kobieta, która wcisnęła kawałek sztywnego papieru w dłoń Kohaku wyglądała jak starsza, elegancka wersja Tamary. To, plus fakt, że dziewczyna stała kawałek dalej, udając, jakby nie znała żadnego z ich dwojga, sugerowało, że były ze sobą spokrewnione. Chłopak popatrzył na wizytówkę, obracając ją w palcach.
    Nadal siedział na ławce, kiedy Federica Torchia powiedziała, że zrobił na niej wrażenie swoją zwinnością. Podniósł wtedy na nią swoje spojrzenie, co mogło wyglądać, jakby tymi słowami go jakoś zdobyła. Nic bardziej mylnego. Po prostu wiedział, że po komplementach od ludzi, którzy wręczają ci swoje wizytówki następuje ciąg argumentów, z powodu których powinien koniecznie dołączyć do ich interesów. Potem powiedziała coś, co miało brzmieć pozytywnie i zachęcająco, a on odebrał jako obelgę. To chyba użycie słowa “byłbyś” w zestawieniu z “bogiem lodowiska”. Ledwo powstrzymał prychnięcie, choć ostatecznie niewiele to dało, bo i tak odwrócił wzrok z irytacją i oburzeniem. Jedyne, co powstrzymuje go przed osiągnięciem takiego poziomu jest jego kontuzja, a nie jakieś eksperymenty genetyczne. Geny miał doskonałe, ciało w idealnym stanie… Cholera, prawie!
    Kiedy skończyła mówić wstał i zwrócił się do niej twarzą. Dzięki łyżwom mógł patrzeć jej prosto w oczy, co było dla niego fortunne, bo Kobieta miała na sobie buty na obcasie. W swoich normalnych butach wydawałby się niższy, a już i tak czuł się wystarczająco upokorzony.
    - Dziękuję za propozycję — zaczął, zaskakująco… nie chłodno, a jednak słychać było w jego głosie napięcie. — Jestem… sportowcem klasycznym.
    Zawahał się i nie tylko było to słychać, ale też widać. Od kiedy Sporty Wzmacniane stały się nową normą i w świecie sportu nikogo już nie dziwiło, że ludzie mają nieludzkie umiejętności, skaczą wyżej, podnoszą większe ciężary, biegają szybciej niż dawniej, sport klasyczny okazał się prawdziwą perłą w oceanie sztucznego brudu. Szczególnie w Dellranie przyjęła się filozofia naturalnej doskonałości i wszelkie dopalacze, mutacje oraz inne ulepszenia ciała uważane są za odrażające i bezczeszczące świętość ciała.
    Kohaku nie wiedział, czy Federica Torchia spoliczkowała go werbalnie celowo, czy po prostu miała umysł już tak przeżarty toksynami halldarskiego postępu, że nie pomyślała, jak mogło to brzmieć dla kogoś takiego, jak on. Przez moment obserwował jej twarz, żeby ocenić jej motywacje, ale po chwili znowu opuścił wzrok na wizytówkę.
    - Rozumie pani, że w zawodach klasycznych brać udział mogą tylko ludzie o umiejętnościach naturalnych — dodał, poważnym tonem. — Gdyby nawet taki program okazał się zadziałać, w co nie wątpię… wszystko, na co pracowałem całe swoje życie przestałoby mieć najmniejsze znaczenie.
    Jego istnienie przestałoby mieć znaczenie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu podniósł wzrok i popatrzył jej w oczy. Jeśli we krwi kobiet z rodziny Torchia płynęła choć kropla empatii, zauważyłyby obie, że nie czuł się dobrze z tą propozycją. Nie czuł się dobrze w tej sytuacji. Ale był facetem, więc musiał się jakoś trzymać.
      Milczał, mając nadzieję, że może dzięki temu dotrze do nich, jak ekstremalnie pozbawiona szacunku wobec jego sztuki i kultury była całą ta rozmowa.
      Milczał, bo chociaż to wszystko prawda, doskonale wiedział, że i tak czy inaczej nigdy już nie wystartuje w zawodach klasycznych. Mutacja zdyskwalifikowałaby go tak samo, jak teraz dyskwalifikuje go kontuzja.
      Milczał, bo chciał jeszcze przez kilka sekund czuć się prawdziwym człowiekiem, że miał w sobie jakąś wartość. Chociaż tak na prawdę czuł, że już samo podjęcie tej decyzji dehumanizowało go od wewnątrz. I wtedy zapytał:
      - Jeśli wezmę udział w tym programie i przejdę go pomyślnie, to czy w procesie będziecie w stanie wyleczyć moją kontuzję?
      Nie usłyszał jeszcze odpowiedzi, ale samo wypowiedzenie tych słów przyprawiało go o mdłości. Wolałby, żeby okazało się to niemożliwe. Wtedy pozostałby człowiekiem. Smutnym, beznadziejnym, pogrążonym w bólu, ale jednak człowiekiem. Jeśli takie są obliczenia wszechświata, to je przyjmie. A jeśli nie, to cierpiał będzie w inny sposób. Taki miał wybór.

      — Haku

      Usuń